621 Obserwatorzy
26 Obserwuję
Ewfor

Ewfor

NAJDŁUŻSZA NOC - Marek Bukowski/Maciej Dancewicz

Marek Bukowski urodził się w 1969 roku w Miliczu. Jest aktorem filmowym i teatralnym, reżyserem i scenarzystą oraz producentem. Przed ukończeniem PWST w 1991 na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymał Nagrodę za pierwszoplanową rolę męską w filmie Nad rzeką, której nie ma. W roku W 1992 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie.  W 1995 roku został uhonorowany Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego. W 2013 oraz w 2014 roku został nagrodzony Telekamerą w kategorii Aktor za rolę Piotra Gawryły w serialu „Na dobre i na złe” .

 

Maciej Dancewicz również jest aktorem, chociaż niewiele udało mi się znaleźć na jego temat. Książka jest prawdopodobnie jego debiutem, jako autora i chyba również jest to debiutantem jako współtwórca filmu.

 

Marek Bukowski  Maciej Dancewicz Najdłuższa noc_M.Bukowski M.Dancewicz

Wydawnictwo MUZA.SA rok 2017

stron 382

 

Najdłuższa noc to kryminał retro, którego wątki sensacyjne przeplatają się z wątkami psychologicznymi, obyczajowymi i dramatycznym romansem.

 

Młody Jan Edigey-Korycki jest wolnym duchem, pływa na statkach odwiedzając najdalsze porty. W Madagaskarze otrzymuje wiadomość o śmierci matki, która skłania go do powrotu w rodzinne strony, do Krakowa, skąd z powodu nieszczęśliwej miłości do piękniej arystokratki musiał kilka lat wcześniej wyjechać. Tymczasem w mieście dochodzi do serii makabrycznych zbrodni, których dokonuje człowiek chcący bardzo spektakularnie pokazać to co robi. Jan odkrywa, że i jego matka nie zmarła śmiercią naturalną, podążając tropem zbrodniarza, zagłębia się nie tylko w przestępczy świat Krakowa, ale również tajemnicze symboliki religijne. Czy śmierć jego matki miała coś wspólnego z zamordowanymi w bestialski sposób kobietami? Czy Jan Edigey-Korycki znajdzie w końcu swoje miejsce na ziemi, czy wyruszy w dalsze rejsy?

 

Przyznam szczerze, że sięgając po książkę nie byłam świadoma tego, że jest ona inspirowana oglądanym wcześniej serialem Belle Epoque, który (nie ukrywam) oglądałam z dużym zainteresowaniem. Niestety moja wyobraźnia została już ukształtowana dzięki serialowi i czytając książkę nie musiałam sobie wyobrażać jej bohaterów, bo cały czas miałam przed oczami Pawła Małaszyńskiego, Magdę Cielecką, Olafa Lubaszenką i innych aktorów grających w tym serialu.  

 

Mam za to porównanie i chyba jednak serial bardziej mnie wciągnął niż fabuła książki.

Trzeba przyznać, że autorzy w powieści bardzo zmysłowo przeplatali miłość i namiętność z brutalnością zbrodni. Piękna Belle Epoque ukazana z perspektywy sensacyjnej zbrodni, to z pewnością coś co zachwyci niejednego miłośnika kryminałów. Wchodzące małymi krokami nowoczesne metody kryminalistyki, dotyczące nie tylko zbrodni jako faktu, ale i technik kryminalistycznych i balistycznych to plusy w całej fazie dochodzeniowej.

 

Mroczne zbrodnie na początku XX wieku, często pojawiają się w książkach i filmach, i myślę, że miłośnicy kryminałów sięgają po takie historie równie często jak po kryminał współczesny.

 

Tak jak wspomniałam na początku, trudno mi jest się odnieść do wykreowanych postaci, ponieważ ich wygląd i sposób zachowania zbyt mocno mam zakotwiczony w pamięci z powodu filmu. Wydaje mi się jednak, że postać Jana Edigeya-Koryckiego, którego w serialu zagrał Paweł Małaszyński, w książce przemawia do mnie bardziej. Ten Edigey w filmie był może i ciekawą postacią, trochę mroczną, trochę romantyczną, a trochę impulsywną, ale w książce został ukazany nieco inaczej. Nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić, miałam jednak wrażenie jakbym widząc tego Edigeya czytała o trochę innym człowieku.

 

Z pewnością bardzo obrazowo zostały opisane ofiary zbrodni, drastyczne i wręcz emanujące bólem i cierpieniem, potrafiły spowodować, że momentami czułam dreszcz obrzydzenia, litości i strachu.

 

Nie chcę porównywać książki do filmu, ale z przyjemnością polecę i jedno i drugie. Będąc jednak szczera, muszę przyznać, że książka nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia, spodziewałam się czegoś lepszego. Ale to jest moje zdanie.

 

Z całą pewnością jest to lektura dla tych, którzy lubią połączenia w fabułach wątków kryminalnych, podróżniczych, obyczajowych i romansu. Piękny Kraków z tamtego okresu również wart jest chwili uwagi. Czuć w książce ten realizm i klimat tamtego Krakowa. To piękne miasto, chociaż pokazane z perspektywy mrocznych zakamarków i złych ludzi cały czas przyciąga.

 

Troszkę za mało, moim zdaniem jest w tej powieści samego kryminału, pomysł na zbrodnię  - doskonały, ale trochę za bardzo ukryty za wątkami psychologicznymi dotyczącymi głównego bohatera Jana Edigeya i za wątkami obyczajowo społecznymi. Ale może taki był zamysł autorów, żeby nie był to stricte kryminał, ale coś pośredniego. 

 

Belle Epoque

Belle Epoque

Belle Epoque

SYNDYKAT - Adam Ubertowski

Adam Ubertowski urodził się w 1967 roku. Jest pisarzem i psychologiem biznesu. Mieszka w Sopocie. Na swoim koncie pisarskim ma takie powieści jak „Podróż do ostatniej strony”, „Szczególny przypadek Pani Pullmanowej”, „Sopocki rajd” czy „Inspektor van Graff”.

 

Adam Ubertowski   Syndykat_Adam Ubertowski

Wydawnictwo Oficynka rok 2017

stron 304

 

Syndykat to współczesna powieść sensacyjna.

 

Kinsky wychodzi z więzienia, do którego trafił z powodu zabicia człowieka. On wie, że tego nie zrobił, ale oskarżyciel twierdził inaczej. Wolność wita go pustką, zimnem, ulewnym deszczem i ironicznymi komentarzami strażnika. Nagle przed mężczyzną zatrzymuje się czarna lśniąca limuzyna, a jej kierowca serdecznie zaprasza go do środka. Komuś bardzo zależy na tym, aby pozyskać Kinky’ego dla własnych celów. Ktoś wie o nim wszystko i wie, że on nie cofnie się przed niczym. Pada tajemnicza propozycja współpracy, i mimo tego, że Kinsky nie wie dokładnie, na czym ma polegać jego rola wchodzi do „gry”. Czy misja, jaką ma do wykonania jest niebezpieczna? Czy ważniejsze dla niego są święty spokój czy komfort finansowy?

 

 

Zaczynając tę powieść myślałam, że jest to książka typowo dla mężczyzn. Ale, ponieważ lubię kryminały i książki akcji, byłam przekonana, że autor nie pozwoli mi się nudzić. Początkowo, tak właściwie dość długo, nie wiedziałam o co chodzi i na czym ma polegać misja głównego bohatera, ale im dalej tym robiło się ciekawiej.

 

Kinsky to taki polski Rambo, człowiek bezwzględny, ale bardzo trzeźwo myślący, potrafiący z najdrobniejszymi szczegółami zaplanować każdy swój ruch. Taka maszyna do zabijania, chociaż moim zdaniem trochę nad kolorowana i prawie nierealna. Uwielbiam jednak książki Lee Child’a i od razu kojarzył mi się Jakck Reacher, którego mimo dość mało ciekawej osobowości uwielbiam.

 

W tej powieści główny bohater mimo cech bardzo negatywnych z jednej strony, bo bezwzględność, nadmierna brutalność, posiada jednak cechy bardzo pozytywne. Kiedy wymaga tego sytuacja nie pobłaża nikomu, ale potrafi być bardzo przewidywalny i opanowany. Nie brakuje mu również empatii, chociaż jest ona ledwo widzialna i skierowana do niewielu.

 

Autor powoli budując napięcie, utrzymuje czytelnika w niecierpliwej nieświadomości tego, co nastąpi. Wiemy, że szykuje się coś wielkiego, ale nie możemy sami dojść do tego, co to będzie. Fabuła książki jest jak wulkan, który powoli budzi się z letargu, siejąc wokół grozę strachu, by na końcu wybuchnąć gorącą lawą.

 

Czytając tę powieść, momentami odnosiłam wrażenie, że nie jest ona zbyt realna. Może żyjąc a spokojnym, ustabilizowanym świecie nie potrafię sobie tak do końca wyobrazić, niesamowicie bogatych ludzi działających w tajnych organizacjach, na krawędzi normalności. Muszę jednak przyznać, że zaczynając czytać tę lekturę od początku wiedziałam, że wciągnie mnie na całego. Nie pomyliłam się w tym domyśle.

 

Pomijając fabułę, ciekawe dialogi i intrygująca osobowość głównego bohatera są z całą pewnością atutami tej powieści. A krótkie rozdziały, (które dla mnie zawsze są „zmorą” czytania, bo wiadomo: „jeszcze jeden rozdział i idę spać” kończy się o świcie) powodują, że wątek nam nie ucieka. Czasami jest tak, że czytając jakąś książkę, z takich czy innych względów muszę ją odłożyć na jakiś czas, a po powrocie do niej jestem zmuszona wrócić na chwilę kilka stron wcześniej, żeby „załapać” utracony wątek. W tej powieści tego nie ma. Gdzie skończysz, tam pozostajesz i nie musisz sobie przypominać, bo ciągłość jest wyrazista.

 

Tutaj sensacja przeplata się z wątkami szpiegowsko-politycznymi i chociaż główny bohater to typowy komandos, to można w nim dostrzec wiele ludzkich cech. Wyobrażając go sobie bałam się go i podziwiałam jednocześnie.

 

Polecam tę powieść przede wszystkim panom, z pewnością taka fabuła nie pozwoli na nudę podczas czytania. Nie ukrywam jednak, że niejedna czytelniczka znajdzie w tej lekturze coś dla siebie. Nie polecam tej książki osobom preferującym tkliwe romanse lub popularne powieści obyczajowe, ale jestem pewna, że większość czytelników i czytelniczek lubiących wartką akcję, sensacyjne wątki i wielką niewiadomą będzie usatysfakcjonowanych.

WRÓĆ DO TRIORY - Jolanta Kosowska

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie i prawie całe życie związana była z Wrocławiem, Opolem i Sobótką. Jest absolwentką wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych na Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu jest lekarką, specjalistką w trzech dziedzinach medycyny. Od kilku lat mieszka i pracuje w Dreźnie, a swój czas dzieli między pracę zawodową, podróże i pisanie powieści. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2012 powieścią ”Niepamięć”.

 

Jolanta Kosowska   Wróć do Triory_Jolanta Kosowska

Wydawnictwo Novae Res rok 2018

stron 362

 

Wróć do Triory to współczesna powieść obyczajowa, z wątkami dramatycznym i romantycznym i… legendarnym.

 

Triora to mała miejscowość, chętnie odwiedzana przez turystów, główmie w związku ze starą legendą przypominającą pogrom rzekomych czarownic. To właśnie w tej miejscowości na stosach spłonęło kilkadziesiąt niewinnych kobiet. Marcin jest młodym, skonfliktowany ze szkołą nauczycielem historii, będącym niekonwencjonalnym wykładowcą, w dość przypadkowy sposób związanym z trójką młodych ludzi – cierpiącym na chorobę nowotworową młodym muzykiem, byłym narkomanem wrogo nastawionym do z całego świata i byłą uczennicą, której bardzo tajemnicze pochodzenie zaprowadzi go do Triory. Kiedy w dość tajemniczych okolicznościach dziewczyna wyjeżdża zostawiając swojemu chłopakowi, choremu na nowotwór zagadkową wiadomość, ten po jakimś czasie zaczyna się o nią mocno niepokoić. Zwierzając się Marcinowi, niejako nakłania go do wszczęcia poszukiwań dziewczyny. Młody nauczyciel postanawia pojechać do miejscowości, którą udaje mu się zidentyfikować po przesłanej do muzyka pocztówce, aby dowiedzieć się przyczyn tak nagłego wyjazdu Weroniki. Na miejscu jednak napotyka na mur milczenia. Czuje, że wszyscy mieszkańcy wioski znają dziewczynę, ale nikt nie ma ochoty mu pomóc. Kiedy dochodzi do dramatycznych wydarzeń i młody nauczyciel o mało nie traci życia, to okazuje się, że… No cóż, dalej nie zdradzę. Jeżeli ktoś zechce się dowiedzieć musi sięgnąć po książkę. Między innymi dowie się, co wspólnego mają ze sobą te cztery wymienione wcześniej osoby i jaką rolę w fabule książki odgrywa dziewczyna z tak zwanego „dobrego domu”.

 

Przyznam szczerze, że do nieznanych mi autorów podchodzę dość sceptycznie. Z wydawnictwem, które wydało książkę miałam niestety w przeszłości przykre doświadczenia i może między innymi również do tej książki podeszłam z bardzo dużą rezerwą.

 

Nie ukrywam, że w pewnym momencie złapałam się na tym, że wszystko wokół przestało się dla mnie liczyć. Tak wciągnęłam się w fabułę, że nie potrafiłam oderwać się od książki.

 

Autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i już teraz wiem, że z przyjemnością sięgnę po inne jej powieści.

 

 Niby książka o młodzieży, zarówno tej trudnej, jak i tej walczącej o swoje być albo nie być. I myślę, że w tym przypadku, właśnie młodym czytelnikom poleciłabym tę powieść. Ale sam fakt, że autorka poruszyła w swej książce tyle ważnych tematów, ważnych nie tylko dla młodych, ale przede wszystkim dla ludzi w moim wieku, którzy niejedno już w życiu widzieli, świadczy o tym, że nie można określić jednej grupy dla odbiorów tej historii.

 

Wiele wzruszających momentów z całą pewnością wywoła u niejednego czytelnika łzy, ale to przecież samo życie.

 

Bardzo podobał mi się poruszony przez autorkę wątek wychowawczy, dotyczący bogatych, zajętych prowadzeniem swoich firm rodziców, którzy oślepieni wizją gromadzenia pieniądza nie mają czasu dla własnego dziecka. Ile taki rodzin jest wśród nas, w których rodzice wolą zapłacić komuś obcemu za czas poświęcony ich dziecku. Kupują ten czas tak jak kupują nowe samochody, wycieczki zagraniczne czy inne luksusy, nie zdając sobie sprawy z tego, że dla ich dziecka to nie jest żaden luksus. Samotność i opuszczenie towarzyszące takiemu dziecku na każdym kroku, to coś bardzo bolesnego, co często ma negatywne skutki w przyszłości. Pieniądze ułatwiają życie, ale nie zastąpią czułości, miłości i zwykłego zainteresowania.

 

Autorka porusza również wątek nauki i wychowania młodzieży poprzez uczenie się. Niekonwencjonalne metody uczenia być może są zbyt drażniące dorosłych a w szczególności zadufanych rodziców, ale czy nie jest ważne jak, byleby trafiło do głowy nastolatka? Pamiętam jednego z nauczycieli języka angielskiego z czasów mojego liceum, niestety pan profesor był z nami tylko pół roku, ponieważ zmarł. Ale tyle ile wbił mi do głowy przez te pół roku, to więcej niż uczyłam się przez kolejne kilka lat.  

 

Bardzo ważny wątek poruszony przez autorkę to wątek choroby, zarówno choroby nowotworowej jak i uzależnienia od narkotyków. Każda z tych chorób wynika z innych przyczyn, ale każda tak samo ważna, z którą nie zawsze można walczyć tylko i wyłącznie farmakologicznie. W każdej z tych chorób ogromnym wsparciem jest drugi człowiek, który potrafi uświadomić, że choroba to nie koniec świata.

 

Jak wspomniałam wcześniej o Triorze, to mała miejscowość odwiedzana przez rzesze turystów dzięki legendzie o czarownicach, a właściwie o kobietach uznanych za czarownice. Przyznam szczerze, że po skończeniu książki zaczęłam szperać w Internecie i doczytywać. Bardzo ciekawie przedstawione społeczeństwo tej malowniczej miejscowości, cały czas pielęgnujące tę starą legendę to magnes przyciągający chyba każdego. Obiecałam sobie, że kiedyś pojadę do Triory. To musi być niesamowite miejsce.

 

Polecam tę powieść nie tylko na wakacje. To cudowna historia opisana z dużą dawką tajemniczości, empatii i ciekawostek nie tylko związanych z Triorą i legendą o czarownicach, ale przede wszystkim informacji dotyczących oddziaływania na psychikę człowieka choroby nowotworowej i uzależnienia od narkotyków. To pięknie ukazany świat brutalnie odbieranego tak zwanego „wyścigu szczurów”, którego celem jest z jednej strony wzbogacenie się, w którym liczy się tylko pieniądz i prestiż, a z drugiej strony niszczenie wszystkich i wszystkiego, co nie jest zgodne z tym co moje.

 

Myślę, że dużymi plusami tej powieści, oprócz oczywiście oryginalnej fabuły są ciekawie przedstawione osobowości bohaterów, oraz bardzo realistyczne i wciągające dialogi, a także malownicze opisy miejsc.

 

Triora

Triora

Triora

PAN IDEALNY - Anna Dolatowska

Anna Dolatowska, z wykształcenia i powołania jest informatyczką. Zakochana jest w Skandynawii, a szczególnie w Norwegii. Uwielbia uczyć się języków obcych. Pracuje w korporacji. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczęła od książki „Pan idealny”, czy będą następne? Zobaczymy.

 

Anna Dolatowska  Pan idealny_Anna Dolatowska

Wydawnictwo Oficynka rok 2018

stron 374

 

Pan idealny to współczesna powieść obyczajowa z romansem korporacyjnym w tle.

 

Olaf Larsson jest singlem. To dobrze sytuowany i zajmujący wysokie stanowisko w korporacji mężczyzna w średnim wieku. Nie ma czasu na założenie rodziny, ponieważ praca jest dla niego najważniejsza. Dla podratowania jednego z oddziałów firmy zostaje oddelegowany do Polski.  Wyjeżdżając z Norwegii nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo może zmienić się jego życie. W Polsce bowiem spotyka Izabellę, kobietę młodą, energiczną i bardzo zdolną, ale niestety uwikłaną w toksyczny związek małżeński. Czy uczucie łączące Olafa i Izabellę przetrwa trudny czas dla nich obojga? Czy uda się Olafowi postawić na nogi polski oddział swojej firmy?

 

Na wstępie muszę napisać, że jest to świetny debiut bardzo młodej osoby. Autorkę poznałam osobiście i odniosłam wrażenie, że sama jeszcze nie do końca uwierzyła w to, że ta książka jest sukcesem.

 

Dla osób poza branży informatycznej, mającej nikłe pojęcie o języku programowania, html-u i innych zawiłościach informatycznych, pewne słowa, takie jak kliker, czy tester mogą się wydać obce. Nie przeszkadza to jednak w zaangażowaniu się w ciekawą fabułę.

 

Autorka w bardzo realistyczny sposób opisała pracę ludzi w korporacji, wszelkiego rodzaju podkopy czy przepychanki między ludźmi w takich miejscach jak ogromne biurowce, należące do wielkich koncernów. Ludzi, którzy zamiast współpracować ze sobą – rywalizują.

 

(…) To jakieś komunikacyjne bagno i arena, na której każdy za wszelką cenę chce pokazać, że jest lepszy i mądrzejszy. To nie jest zespół. To tylko zbiór indywidualności. (…)

 

Książka napisana jest prostym językiem, chociaż nie brakuje w nim wielu typowo korporacyjno-informatycznych zwrotów. A bardzo realistycznie brzmiące dialogi z pewnością są dużym plusem wplecionym w fabułę.

 

Oprócz tej twardej korporacyjno-informatycznej mowy, autorka funduje czytelnikowi również łagodne, wręcz poetyckie opisy miejsc, czy ludzkich zachowań.

 

(…) Znów wtopiła się mocno w jego ramiona i zamknęła oczy. Czas na chwilę stanął w miejscu, a zimny, służbowy gabinet zamienił się w lekki, puchowy obłok zawieszony na błękitnym niebie. (…)

 

Ta opowieść to nie jest zwyczajny biurowy romans. To spotkanie dwóch ludzi szukających w życiu czegoś innego niż normalność. Główna bohaterka, kobieta zamężna tkwi z toksycznym związku niby miłości, a główny bohater niby szuka miłości, ale tak naprawdę boi się stabilizacji. Ona tkwiąca w związku jak w złotej klatce, przy mężu, który jest typem pana i władcy, nie potrafiącym otoczyć jej czułością, ucieka w ramiona tego, który jej tę czułość daje jak na wyciągniętej ręce. Moim zdaniem to świetnie ukazane studium osobowości kobiety, tkwiącej w takim toksycznym związku, a jednocześnie bojącej się ten związek zakończyć. I chociaż nie polubiłam Izabelli, to coś mnie do niej przyciągało. Może to solidarność kobieca? A może współczucie?

 

Praca w korporacji, to często samotność na własne życzenie. Awans, wysokie stanowisko powodują często odosobnienie, bo ludzie nie potrafią czuć się przy takiej osobie swobodnie. Boją się jej, jej reakcji, zachowania czy władzy.

 

Autorka jednak bardzo pięknie opisała zależność między tym, co jest, a co może być. Czasami trzeba stracić coś cennego, aby zyskać coś cenniejszego. Jak często poświęcając się pracy zawodowej ludzie niszczą poczucie własnej wartości na gruncie rodzinnym, prywatnym, przyjacielskim. Rozpoczynają „wyścig szczurów” depcząc po drodze wszystko to, co najcenniejsze w życiu, czyli miłość, zaufanie do drugiego człowieka czy piękno, jakim może być wewnętrzny spokój. Czasami wszystko idzie gładko jak po maśle, zanim skończy się jeden etap, już szczęśliwym zbiegiem okoliczności zaczyna się kolejny. Ale są takie sytuacje w życiu, które potrafią bardzo zaskoczyć i… trudno się z nimi pogodzić.

 

Fabuła książki zaskakuje i bulwersuje, ale najbardziej niespodziewane i szokujące jest jej zakończenie. Musiałam dwa razy je przeczytać, żeby przekonać się, czy czegoś wcześniej nie pominęłam.

 

Nie zdradzę czy książka kończy się happy endem czy dramatem. Polecam tę lekturę ku refleksji. Niby temat sztampowy, bo romans w pracy, on przystojny i bogaty, ona nieszczęśliwa w związku pada w jego ramiona, ale… między tym jest coś jeszcze. Coś nie standardowego, coś co pozwoli na ten romans spojrzeć inaczej. Pozwoli poznać osobowości ludzi, którzy niby są tacy sami jak wielu, a jednak inni.

 

Bardzo chciałabym, aby autorka napisała kontynuację, bo dla mnie ta historia się jeszcze nie skończyła. Zapewne taki był zamysł autorki by pozostawić czytelnika z wielką niewiadomą, ale ja nie lubię takich zakończeń. Lubię proste, może czasami zbyt przewidywalne, ale realne zakończenia.

 

Polecam tę powieść zarówno paniom jak i panom i trzymam kciuki za kolejne książki tej autorki, bo uważam, że jak na debiut to jest ona idealna i na wysokim poziomie wiedzy nie tylko informatycznej.

A może nad morze? Z książką - czyli szóste spotkanie blogerek, pisarzy i pisarek w Sopocie

A może nad morze? Z książką

 

Na ten jeden lipcowy dzień czekam zawsze z ogromną niecierpliwością. Kto chociaż raz był na spotkaniu blogerek i pisarek/pisarzy, ten z pewnością będzie chciał to powtórzyć. To było nasze szóste spotkanie, które tak bardzo naładowało mnie pozytywną energią, że tańczyć mi się chce. Naszym celem jest promowanie czytelnictwa, a nasze spotkania dla wielu z nas zaowocowały szczerymi przyjaźniami, a wiadomo, że wśród ludzi przyjaznych spędzanie czasu to sama przyjemność.

 

W tym roku również byliśmy w sopockiej ZATOCE SZTUKI, chociaż teraz ulokowano nas w Sali Kryształowej. Nie było wprawdzie tarasu, ale na dwóch ścianach ogromne okna, na jednej wielkie lustra i czuliśmy się jak w Wersalu.

 

Zatoka Sztuki Sopot 

Zatoka Sztuki Sopot

  Zatoka Sztuki Sopot

Przed spotkaniem Zuza – promotorka czytelnictwa (blog – szufladopółka) zorganizowała DARMOWE CZYTANIE. W tym roku, ponieważ rano padał deszcz i piasek na plaży mógł być nieco wilgotny, czytanie odbyło się w parku na trawie, przed Zatoką Sztuki. Czytana była książka Adama Umbertowskiego – Syndykat.

  

Przyjechało nas około 30 osób. Większość z nich już znałam, więc spotkanie było tym bardziej radosne, bo z większością osób nie widziałam się cały rok. Organizatorzy Aleksandra (blog - aleksandraczyta), Zuzia i Alan (blog - recenzjum) jak zwykle w cudowny sposób załatwili nam super imprezę.

 

Głównym sponsorem było Wydawnictwo Oficynka. Na nasze spotkanie przyszła nie tylko pani prezes Jolanta Świetlikowska, ale również dwóch pisarzy i dwie pisarki, oraz osoba zajmująca się promocją książek w tym wydawnictwie.

 

A może nad morze? Z książką 6

Reprezentacja wydawnictwa Oficynka

 

Oczywiście znów był tajemniczy sponsor/sponsorka poczęstunku. Mieliśmy zatem kawę, herbatę, zimne napoje, ciastka i owoce, którymi wszyscy chętnie się częstowali.

 

A może nad morze? Z książką 6

Na uczestników spotkania czekały, jak co roku torby z prezentami od sponsorów (oczywiście książkami),

 

A może nad morze? Z książką 6

 

była wymiana książkowa,

 

A może nad morze? Z książką 6 

 

 i loteria, w której każdy los wygrywał,

 

 A może nad morze? Z książką 6

 

a także Quiz przygotowany przez dwie Beaty – blogerki (bookfa - Lost.In.The.Library i Beata - Co warto czytać). Muszę przyznać, że dziewczyny trochę się nagłowiły, aby nam utrudnić. Zostaliśmy podzieleni na grupy i każda grupa otrzymała dwie kartki. Na jednej były nazwiska pisarzy/pisarek a na drugiej imiona i nazwiska bohaterów literackich i… oczywiście trzeba było dopasować bohatera do autora. Moja grupa wprawdzie nie zwyciężyła, ale myślę, że poszło nam całkiem dobrze bo na 90 pozycji, prawidłowych odpowiedzi mieliśmy 50. Nie było łatwo, ale integracja wspaniała.

 

A może nad morze? Z książką 6  

A może nad morze? Z książką 6

 

Myślę, że wszyscy świetnie się bawili i składam głęboki ukłon w stronę organizatorów za ich zaangażowanie i za… krówki, które uwielbiam.

 

A może nad morze? Z książką 6

 

DZIĘKUJĘ Aleksandrze (blog - aleksandraczyta), Zuzi i Alanowi (blog recenzjum) no i oczywiście Beatkom, Oficynce, i wszystkim, którzy przyczynili się do tego, abyśmy mogli tak pierwszorzędnie spędzić ten dzień. Niestety Zuzi i Alana nie było, bo zatrzymały ich ważne sprawy prywatne. Szkoda, bo się za nimi stęskniłam.

Kwiaty

DZIĘKUJĘ wszystkim sponsorom i tym oficjalnym i temu, który nie życzył sobie nagłaśniać swojego gestu (ufundowania napojów, ciastek i owoców) za to, że tak wspaniale nas obdarowali.

A może nad morze? Z książką 6

 

Jak co roku, przywieźliśmy również książki dla innych, ponieważ Była zbiórka książek dla Schroniska Promyk w Gdańsku. Psy i koty wprawdzie nie będą ich czytać, ale ich opiekunowie popakują te książki w szary papier i będą sprzedawać na różnych festynach czy innych organizowanych spotkaniach, na których są zbierane pieniądze dla zwierzaczków. Oczywiście nasze książki zamienione na pieniądze pozwolą na zakup leków, karmy czy innych potrzebnych w tym miejscu rzeczy. Mam psiaka ze schroniska, który chętnie leży przy mnie gdy czytam jakąś powieść, więc byłam jedną z pierwszych, którzy wrzucili swoje książki. Zebraliśmy dwa duże kartony. Piękna inicjatywa. BRAWO MY.

Schronisko Promyk Gdańsk

 

A może nad morze? Z książką 6

Krótka fotorelacja, którą pozwoliłam sobie zaprezentować na blogu Książki Idy, dzięki zdjęciom naszego „nadwornego” fotografa – pisarza Karola Kłosa oraz kilku blogerek, z pewnością pokaże, że moje słowa to nie blef. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał do mnie żalu o to, że „podkradłam” zdjęcia.

HUŚTAWKA - Agnieszka Lis

Agnieszka Lis już kilkakrotnie była gościem w moim małym świecie książek, dlatego jeżeli ktoś chce się o niej czegoś bliżej dowiedzieć, to zapraszam do wcześniejszych wpisów, do których linki znajdziecie na dole strony.

 

Agnieszka Lis  Huśtawka_Agnieszka Lis

Wydawnictwo Czwarta Strona rok 2018

stron 468

 

Huśtawka to powieść obyczajowa, z dużą dawką dramatu, odrobiną romansu i wątkami psychologicznymi, czyli… prawdziwa huśtawka wrażeń czytelniczych.

 

Trzy pokolenia kobiet, tak zwyczajnych jak większość z nas, styka się w życiu z różnymi problemami. Joanna jest najmłodsza, nie potrafi znaleźć sobie miejsca w życiu, szukając wciąż nowych wrażeń, chce się usamodzielnić, ale nie wychodzi jej to tak, jakby chciała. Nie potrafi określić swoich preferencji seksualnych błądząc po świecie homo i hetero. Małgorzata prowadzi spokojne i uporządkowane życie, do czasu, kiedy z jej zdrowiem zaczyna dziać się coś dziwnego. W jej umysł wkrada się zazdrość i zżera ją od środka jak jakiś robak, powodując wręcz stany obsesyjne.  Katarzyna, siostra Małgorzaty jest wieczną podróżniczką życia, niby chce się ustabilizować, założyć rodzinę, ale w głowie ma również inne scenariusze swojego bytu. Wanda, seniorka rodu ukrywa od lat pewną tajemnicę, która może nie tyle burzy jej spokój wewnętrzny, co często sprawia, że do tej przeszłości powraca. Czy uda się tym kobietom przetrwać trudne chwile? Jak silna może być rodzinna solidarność i miłość?

 

Zaraz na wstępie przyznam, że mimo tego, iż jest to opowieść o zwykłych kobietach takich jak wiele, i niby nic się zbyt porywającego w tej powieści nie dzieje, to nie można zaliczyć jej do lektur lekkich i łatwych. Emocjonalna huśtawka będąca myślą przewodnią, towarzysząca bohaterkom, szczególnie tym z młodszego pokolenia, to temat nieszablonowy w powieściach.

 

Trzeba jednak przyznać, że autorka bardzo wnikliwie „weszła” w rolę każdej z pań, i bez względu na jej wiek świetnie się w nich odnalazła.

 

Kobiety łączy wielka miłość, chociaż życiowe przeszkody, jakie często spotykają na swojej drodze, są czasami utrudnieniem w okazywaniu uczuć. Niby wspólnie przeżywają trudne chwile, a jednak każda z nich odbiera wszystko inaczej. Błędy, które popełniają nie zawsze idą w zapomnienie, ciążąc w głowie tak bardzo, że czasami trudno o nich zapomnieć.

 

Jest jeszcze miłość, i to nie tylko ta damsko-męska, ale miłość rodzinna, niosąca ze sobą ciężar odpowiedzialności za drugą osobę, pielęgnująca zaufanie do drugiej osoby i chroniąca ją bez względu na konsekwencje dotyczące siebie, jako osoby z pozoru dającej sobie radę ze wszystkim.

 

Miłość w tej książce postrzegana jest różnie, zarówno jako dzika młodzieńcza namiętność, jak i ta spokojna dojrzała.

 

(…) Jeśli czujesz motyle w brzuchu, wielkie podniecenie, jeśli drżą ci ręce, gdy jesteś z ukochaną osobą – to nie jest ta osoba. Przy tej właściwej będziesz odczuwać absolutny spokój (…)

 

Nie ukrywam, że z napisaniem opinii o tej książce miałam pewnego rodzaju kłopot, ale nie dlatego, że książkę przyjęłam zbyt obojętnie, ale właśnie dlatego, że „rozhuśtała” we mnie różne emocje.

 

Nie polubiłam wszystkich bohaterek, chociaż przyznam, że najbliższą z nich do tej pory jest seniorka rodu, czyli Wanda. Kobieta cicha i pomocna, która więcej widziała niż inne, i która potrafiła odnaleźć się w każdej życiowej sytuacji. Wanda jest narratorem książki opowiadającym o życiu córek i wnuczki tak, jakby siedziała w ich myślach. Jest to ciekawa i dość specyficzna narracja. Pisząc „specyficzna” mam na myśli między innymi rozdziały, w których seniorka przebywa w labiryncie własnych myśli, we śnie, który tworzy rozmawiając w nim z dwoma mężczyznami z przeszłości. Czytając te rozdziały zastanawiałam się, czy te sny są tęsknotą, czy wyrzutami sumienia?

 

Ciekawym zjawiskiem powieści jest również to, że rozdziały nie mają pełnych tytułów, a zamiast nich są pierwsze litery imion bohaterek, „Jo”, „Ma”, „Ka”. Z pewnością autorka miała w tym jakiś cel, chociaż przyznam szczerze, że tego nie zrozumiałam.

 

Rozdziały są krótkie, co zawsze jest dla mnie zgubne, bo wiadomo: „jeszcze jeden rozdział i…” kończyło się w bardzo nieodpowiednim czasie, gdy trzeba było rano wstać do pracy, lub nieodpowiednim miejscu, kiedy trzeba było coś w domu zrobić.

 

Autorka bardzo powoli, wręcz stopniowo oddaje czytelnikowi dramat życia trzech pokoleń kobiet. Udowadniając jednocześnie, że człowiek uczy się na błędach, pokazuje, że czasami zbyt późno te błędy są zauważone, ale czasami następuje to na tyle wcześnie, aby życie uległo diametralnej zmianie.

 

Huśtawka to pełna sprzecznych emocji powieść nie tylko dla pań. Z całą pewnością skłoni ona do pewnego rodzaju refleksji. I chociaż czyta się ją dość płynnie, mimo momentami wielu trudnych wyrazów w rozdziałach odnoszących się do snów seniorki, czyli „Tutaj”, to powoduje ona pewnego rodzaju zatrzymanie się, zatrzymanie myśli błądzących gdzieś w zakamarkach umysłu. Nie ważne czy polubisz danego bohatera, czy go znienawidzisz, on pozostanie w głowie na dłużej.

 

Polecam tę powieść całym sercem. Jest to z całą pewnością nietuzinkowa fabuła, która pozwoli nam w każdej z tych kobiet znaleźć cząstkę siebie.  

Źródło materiału: http://ksiazkiidy.blox.pl

Nic się nie kończy

Joanna Kruszewska urodziła się w 1976 roku w Białymstoku, gdzie uczęszczała do szkoły podstawowej i średniej. Studia ukończyła w Warszawie, skąd powróciła do rodzinnego miasta z dyplomem Wydziału Pedagogicznego. Pisanie książek to jej pasja, którą zaczęła realizować w roku 2009. Jest autorką takich książek jak: „Aby do mety”, „Awaria uczuć”, „Na trzy sposoby”, „Miłość raz jeszcze”, „Małe wojny” i „”Dom samotnych”.

 

Joanna Kruszewska   Nic się nie kończy_Joanna Kruszewska

Wydawnictwo REPLIKA rok 2018

stron 384

 

Nic się nie kończy to cudowna powieść obyczajowa, o odnajdowaniu własnego szczęścia i odkrywaniu własnej rodziny.

 

Ludzie się starzeją, o tym wie każdy. Również rodzina pewnej seniorki. Kiedy nie ma komu przejąć rodzinnej posiadłości, otoczonej dużym sadem, pozostaje tylko jedno - sprzedaż i wyprowadzka bliżej młodszego pokolenia, do miasta. Majątek przechodzi w ręce obcej osoby, i chociaż najbardziej pod względem emocjonalnym przeżywa to seniorka rodu, która jest bezpośrednią spadkobierczynią posiadłości, młodzi mają co do uzyskanych ze sprzedaży pieniędzy już gotowe plany. Niestety, ku zaskoczeniu wszystkich starsza pani wyjeżdżając do małej nadmorskiej miejscowości do sanatorium, postanawia pozostać w tym zakątku oazy i spokoju, przeznaczając pieniądze ze sprzedaży domu i sadu na zakup nowego domu. Ta spontaniczna decyzja staruszki w jednych wzbudza wściekłość, w innych rozczarowanie, a w jeszcze innych bardzo mieszane uczucia. Tylko jedna osoba z rodziny staje po stronie staruszki, tym samym narażając się na pogardę i ignorancję w rodzinie. Czy seniorce rodu uda się na nowej drodze jej życia? Jak wiele potrzeba starszemu człowiekowi do szczęścia?

 

 

Przyznam szczerze, że jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale z całą pewnością nie ostatnie. Książka bardzo mnie poruszyła z dwóch powodów. Jednym jest oczywiście niesamowicie opowiedziana historia dotycząca starszej pani, a drugim fakt, że od kilku lat pracuję z osobami starszymi i mam okazję poznawać ich marzenia, nadzieje i tęsknoty za czymś, co młodszemu pokoleniu ich rodzin nawet nie mieści się w głowach.

 

Wzruszające fragmenty wspomnień, jednej z głównych bohaterek, seniorki rodu, cudownej pani Haliny to piękne, chociaż momentami bolesne powroty do przeszłości.

I chociaż przysłowie mówi: „starych drzew się nie przesadza”, to do tej powieści bardziej pasuje: „z dwojga złego, wybierz nieznane”. Ludziom w pewnym wieku trudno jest się odnaleźć w nowym domu, nowym miejscu, chociażby byłoby ono oazą wygody, o której całe życie marzyli. Często sentyment do starych przyzwyczajeń, sprzętów, potraw, jest większy niż nowoczesność i te wygody, do których nie zawsze łatwo jest się przyzwyczaić. I bywa czasami tak, że starszy człowiek decyduje się na coś szalonego, wybierając mniejsze zło przestaje robić coś pod czyjeś dyktando (babcia sobie odpocznie, ja to zrobię / niech dziadek tego nie rusza, bo zepsuje / mama da spokój, ja zrobię to szybciej) i robi coś tylko dla siebie chcąc przeżyć ostatnie lata najlepiej jak się da. Autorka jasno ukazuje, jak często ludzie postrzegają osoby starsze, robiąc z nich niepełnosprawne umysłowo i cieleśnie.

 

Halina, to przesympatyczna starsza pani, którą polubiłam od samego początku i która udowadnia wszystkim, że na spełnienie marzeń jest czas w każdym wieku. Ileż bym dała, aby wszyscy seniorzy mieli możliwość spełniania swoich marzeń i, co najważniejsze, mieli do tego odwagę. Jak smutne jest to, że rodzina często traktuje takiego starszego człowieka jak niepotrzebny mebel, dopóki jest sprawny, funkcjonalny to ok, ale jak się zestarzeje, to najlepiej wstawić do kąta i nie zwracać na niego zbytniej uwagi.

 

(…) – Marta, nie przesadzaj, tak po prostu patrzymy na ludzi starszych.

- Odzierając ich z godności, bo niejednokrotnie nie są w stanie myśleć o wiele klarowniej od nas? To, że nie ogarniają nowinek technologicznych, od razu skazuje ich na pełne lekceważenia traktowanie przez młodszych.(…)

 

Pani Halina, nie dość, że samodzielnie podejmuje decyzję i odważnie postanawia przeprowadzić się do małej nadmorskiej miejscowości, położonej daleko od rodziny, to nareszcie ma możliwość na realizację swoich pasji. Czy to nie jest piękne?

Biorąc do ręki tę lekturę zasugerowałam się trochę okładką, myśląc, że jest to kolejna książka o samotnej trzydziestolatce, poszukującej tego jednego – jedynego. Jak bardzo się pomyliłam… na szczęście z pozytywnym efektem końcowym, bo lektura okazała się wyjątkowa i co najważniejsze nie szablonowa jak wiele ukazujących się ostatnio na rynku księgarskim powieści.

 

Autorka przedstawia nam pewną rodzinę, która z pewnością nie różni się wiele od tysiąca innych rodzin, w których ludzie często traktują się przedmiotowo biorąc pod uwagę to, co im jest potrzebne, nie przejmując się zbytnio potrzebami pozostałych. Do takiego wniosku doszła między innymi, jedna z młodszych bohaterek książki. Czy jest to lekcja dla innych? Czy bycie uczynnym i zawsze dyspozycyjnym dla większości, może być szkodliwe? Myślę, że czasami nawet bardzo, bo człowiek odziera się z własnego JA.

(…) Nagle, po raz kolejny, okazało się, że to ona jest przysłowiową deską ratunku. Nianią na telefon, opiekunką na zawołanie. Deska zaś ma to do siebie, że nie potrzebuje pomocy. Nie znajduje się zazwyczaj w sytuacjach podbramkowych, a jeśli już znajdzie, to na pewno sama sobie jakoś poradzi. (...)

 

Smutne to, ale prawdziwe i cieszę się, że ktoś tak wymownie pokazał, że pieniądze owszem są ważne, ale tylko dla ułatwienia życia. Ważniejsze od nich powinny być więzy rodzinne, i miłość, taka szczera i prawdziwa, która nie tylko jest w słowach, ale przede wszystkim w najprostszych gestach. Egoizm czasami bardzo ułatwia życie, ale często też rujnuje je komuś drugiemu. Autorka ukazała w swojej powieści jak bardzo mogą zmienić się ludzie, kiedy coś idzie nie po ich myśli. Jak często strona materialna jest ważniejsza, od solidarności uczuciowej.

 

Nie zawsze to, co dla nas jest wygodniejsze, czy ważniejsze musi być w takim samym stopniu ważne dla kogoś innego. A marzenia? Marzenia są po to, aby je spełniać, bo wówczas człowiek jest szczęśliwy, a jak ktoś jest szczęśliwy, to powinno się to udzielać innym, ale pod warunkiem, że będziemy na to szczęście drugiego człowieka patrzeć przez pryzmat radości a nie zawiści czy lekceważenia.

 

Efektownie skonstruowane osobowości bohaterów, w połączeniu z ciekawymi dialogami i wciągającą fabułą, to jest coś, co lubię.

 

Ale, żeby nie było tak różowo, to przyznam, że trochę dyskomfortu w czytaniu sprawił mi sam tekst. Jeżeli z pełnym uznaniem mogę złożyć ukłon w stronę autorki, to zawiódł mnie skład tekstu, który moim zdaniem został niedokładnie dopracowany. W wielu miejscach znajdował się tekst rozszczepiony, bez potrzeby zaakcentowania danej sytuacji, czy danych słów. No, ale jak ktoś skupi się na fabule, a nie składzie czcionki, to uzna takie pismo za mało istotne.

 

(…) – N i e  p y t a j g ł u p i o, t y l k o  k r ó j  p o m i d o r a. A później nie trzeba będzie latać po dwa ogórki do sklepu. (…)

 

Trochę brakowało mi również ostatecznego, takiego rozstrzygającego zakończenia, ale taki był widocznie zamiar autorki, dzięki temu każdy czytelnik ma przynajmniej okazję dopowiedzenia sobie dalszego ciągu, według własnej fantazji. Cudownie by było, gdyby autorka zdecydowała się na kontynuację, ale wiem, że czasami w głowie autora siedzi fabuła "od... do..." i nie każdy chce na siłę dopisywać dalszy ciąg.

 

Całym sercem polecam tę powieść WSZYSTKIM! Tak wszystkim! Ponieważ jest ona pewnego rodzaju lekcją życia. Być może młodzi nauczą się tego, jak należy traktować starszych, a starsi zrozumieją, że dobrze być pomocnym rodzinie, czy bliskim znajomym, ale ważne jest też spełnianie własnych potrzeb i dbanie o własne przyjemności.

 

Na plaży

Pozwólmy naszym seniorom spełniać marzenia i sami również spełniajmy swoje

ROZDARTE SERCE - Scarlett Cole

Scarlett Cole to młoda pisarka, która jest obywatelką zarówno Wielkiej Brytanii jak i Kanady. Jak sama mówi o sobie, jest typowy mieszczuchem, dlatego fabuły jej książek umiejscowione są w dużych miastach tętniących życiem, takich jak Miami czy Los Angeles.

 

Scarlett Cole   Rozdarte serce_Scarlett Cole

Wydawnictwo AKURAT rok 2018

stron 351

 

Rozdarte serce, to drugi tom serii „Tatuaże”, powieść na pograniczu erotyku, psychologii i kryminału.

 

Brody (Cujo) jest tatuażystą, jednym z najlepszych w swoim fachu. Nie lubi komplikacji ani w życiu, ani w pracy. Porzucony w dzieciństwie przez matkę, szerokim łukiem omija kobiety, które potencjalnie mogą być przyczyną problemów. Kiedy jego najlepszy przyjaciel się zaręcza, Cujo postanawia mu zorganizować przyjęcie zaręczynowe. Wspólnie z najlepszą przyjaciółką narzeczonej kumpla – Dreą, angażują się w przygotowanie imprezy. Mężczyzna nawet nie domyśla się jak ta pełna osobistego uroku, choć nierozpieszczana przez życie dziewczyna wywróci jego życie do góry nogami. Ich zetknięcie jest jak burza wywołująca spięcia, ale jednocześnie oboje przyciągają się do siebie jak magnes. Czy uda im się okiełznać zamieszanie, niepewność i chaos jaki wynikł z ich współpracy? A może mimo przeszkód połączy ich gorąca miłość?

 

Ta książka to drugi tom bestsellerowej serii, w której mroczne i niebezpieczne wydarzenia z przeszłości przeplatają się z miłosnymi uniesieniami i gorącym pożądaniem.

 

Pamiętam, że pierwszą część Najtwardsza stal, przeczytałam zaledwie w kilka wieczorów, a ta druga zajęła mi chyba jeszcze mniej czasu. Od książki, bowiem trudno się oderwać.

 

W fabule mieszają się wydarzenia mroczne jak z thrillera, niebezpieczne i pełne napięcia z wydarzeniami z przeszłości i miłosnymi uniesieniami, w których dominuje gorące pożądanie. Ta powieść szokuje, przeraża i wzrusza jednocześnie. Ale momentami też bawi.

 

Autorka przedstawiła w niej kilka rodzajów miłości, i chociaż ta namiętna, pełna wzniesień i upadków dotycząca dwójki młodych bohaterów jest miłością przewodnią w tej powieści, to mamy jeszcze inne. Bardziej bolesne. Jedną z nich jest miłość syna do matki, która z niewiadomych przyczyn opuściła rodzinę, pozostawiając męża z trójką małych dzieci. Czy też miłość do matki, zdesperowanej chorobą, nie potrafiącej okazywać uczuć nawet najbliższej osobie, jaką jest córka -miłość zaklinowana w objęciach odpowiedzialności za drugą osobę.

 

Jak wiadomo miłość to nie jest łatwy temat, i chociaż samo słowo „miłość” kojarzy nam się z czymś miłym, ciepłym i przyjemnym, to w życiu nie zawsze tak jest. Czasami to uczucie budowane jest na gruzach wspomnień, w otoczeniu żalów i niedomówień, a czasami wręcz w obliczu zagrożenia.

 

Ujęło mnie w tej powieści ukazanie prawdziwej przyjaźni, na którą nie każdy zasługuje i nie każdy ma szczęście jej doświadczyć. Młodzi ludzie często zajęci swoimi sprawami, spędzający czas na różnego rodzajach spotkaniach czy imprezach, nie zawsze dostrzegają, że wśród nich jest ktoś, kto nie radzi sobie w życiu, a co ważniejsze, nie potrafi prosić o pomoc. A tutaj, autorka udowodniła, że prawdziwa przyjaźń, to nie tylko mit, to coś dużo większego i ważniejszego.

 

Wracając jednak do miłości, muszę przyznać, że prawie 50% fabuły to seks, erotyka i gorące sceny miłosne z tym związane. Ale jest to erotyka dość zmysłowa, bez cienia wulgarności, co często zdarza się w niektórych książkach. I chociaż pożądanie tych dwojga młodych ludzi niby wydawałoby się czymś normalnym, to w pewnych momentach wydawało mi się, że Brody i Drea cały swój czas spędzają uprawiając seks.

 

Przyznam szczerze, że trochę przeszkadzały mi w słownictwie niektóre określenia części ciała, zarówno u kobiety jak i u mężczyzny. Nie wiem, czy wynikało to z tłumaczenia tekstu, czy sama autorka ma tak ograniczone słownictwo, przecież istnieje chyba więcej określeń tej części męskiego ciała. Ale słowo „fiut” przewijające się dość często było w pewnym momencie dla mnie irytujące. I to jest taki minusik w moim odniesieniu do tej lektury.

 

Plusów, oprócz ciekawej fabuły mogę jednak wymienić więcej. Ciekawe dialogi, momentami nawet zabawne, czy wyjątkowe osobowości bohaterów w połączeniu z szczegółowymi opisami ich wyglądu oraz  fabułą, złożyły się na wyjątkową książkę. Chociaż… gdyby mniej było w niej seksu i opisów aktów miłosnych, a więcej prowadzonej sensacyjnej akcji, która potrafiła podnieść poziom adrenaliny, to myślę, że powieść zyskałaby w oczach takich czytelników jak ja.

 

Polecam tę książkę zarówno młodym czytelnikom, jak i starszym. Z daleka od niej niech tylko trzymają się panie o bardzo pruderyjnych poglądach, bo może ona ich bardzo zbulwersować. Ale wielu czytelników znajdzie w niej coś dla siebie, jest bowiem piękny romans (no może trochę burzliwy), jest spora dawka sensacji i jest ciekawy wątek psychologiczny.

MIŁOŚĆ MA TWOJE IMIĘ - Ilona Gołębiewska

Ilona Gołębiewska gościła już na moim blogu, i jeżeli ktoś odwiedza czasami to moje miejsce książkowe, to z pewnością poznał już tę autorkę. Jeżeli nie, to zapraszam do wcześniejszych wpisów Powrót do starego domu, Tajemnice starego domu czy Pamiętnik ze starego domu.

 

Ilona Gołębiewska  Miłość ma twoje imię_Ilona Gołębiewska

Wydawnictwo MUZA.SA rok 2018

stron 504

 

Miłość ma twoje imię to powieść psychologiczna z mocnym akcentem romansu.

Anna po śmierci swojej mamy wyjeżdża do Warszawy, jej rodzina praktycznie się rozpadła. Brat uciekł z Polski winiąc się za śmierć matki, a ojciec nie mogąc sobie poradzić ze śmiercią ukochanej kobiety wyjeżdża do pracy za granicę. Dziewczyna stara się zapomnieć o utracie bliskiej osoby, ale przeszłość dopada ją częściej niż by tego chciała. Anna pracuje w poradni, jako terapeutka i jednocześnie zaangażowana jest w wolontariat w fundacji, gdzie spotyka się z chorymi na raka dziećmi. Ma również inną pasję, jaką jest muzyka, i wraz z kilkoma przyjaciółmi gra i śpiewa w rockowym zespole. Kiedy jej znajoma, u której wynajmuje pokój informuje ją, że wychodzi za mąż, i w związku z tym prosi, aby koleżanka jak najszybciej wyprowadziła się, Anna korzysta z propozycji znajomej z fundacji i przeprowadza się do domu bogatych ludzi, u których ta znajoma mieszka i pracuje. Właściciele wilii często wyjeżdżają, ale w domu pozostaje ich dorosły syn, który od samego początku wzbudza w Annie mieszane uczucia. Michał jest bardzo rozrywkowy, a dzięki swoim pieniądzom, ma wokół siebie całkiem pokaźne grono pseudo przyjaciół. Jest awanturnikiem, pijakiem i narkomanem, ale jest w nim coś, co każe dziewczynie myśleć o nim pozytywnie. Czy Anna pomoże mu wyjść z nałogów? A może Michał zakocha się w tej skromnej, szarej myszce? Jak potoczą się losy tych dwojga, przekona się ten, kto sięgnie po książkę.

 

Muszę przyznać, że bez zakłamania autorka nazywana jest mistrzynią emocji. W swojej książce na zmianę wzrusza do łez lub rozśmiesza.

 

W tej powieści pokazuje piękny dom, jaki może być marzeniem niejednego człowieka, w którym jest przepych i bogactwo. Jednak mieszkający w nim ludzie nie zaznają szczęścia z powodu rozgrywającego się w środku dramatu, którego głównym bohaterem jest młody człowiek wplątany w towarzystwo ludzi żerujących na jego pieniądzach.

 

Kolejnym wątkiem powieści jest pięknie opisana przyjaźń damsko-męska. Jeżeli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić takiej przyjaźni, to wiele traci, bo dziewczyna i chłopak mogą darzyć się tym uczuciem, bez podtekstów erotycznych czy romansowych. I czy to ważne, kim jest najwierniejszy przyjaciel? Nie! Ważne, żeby w ogóle był.

 

Przyjaźń to trudne słowo, związek budowany często na naiwności, zazdrości i kłamstwie. I tu autorka w bardzo interesujący sposób pokazuje nam różne rodzaje tej przyjaźni, czyli związek głównej bohaterki z jej przyjacielem z czasów dzieciństwa i związek syna właścicieli domu z „przyjaciółmi”, z którymi łączą go tylko wspólne imprezy.

 

To samo dotyczy również miłości, która czasami budowana jest na porażkach, ale kierująca się zaufaniem i wiarą w drugiego człowieka. Moim zdaniem bardzo ważna jest właśnie ta wiara w ludzi, co udowodnia nam główna bohaterka książki.

 

(…) Powiem ci jedno… Jak będziesz uciekać przed miłością, to w końcu ją przegapisz. Kiedy miłość puka do drzwi, to się jej otwiera, a nie barykaduje przed nią. (…)

 

Ta powieść, to taka trochę bajka dla dorosłych, ale czyż nie lubimy czytać bajek? Mamy w niej trochę z Kopciuszka, w którym jest dziewczyna zwyczajna jak szara myszka i piękny, bogaty książę, a trochę z Pięknej i Bestii w której jest dziewczyna przede wszystkim piękna duchem, chociaż i do jej wyglądu nie można się przyczepić i bogaty, zły na siebie i cały świat książę, momentami przypominający Bestię, ale tylko pod względem zachowania. A pośrodku tego wszystkiego piękna miłość, bez opisów erotyki. Czuć jednak jak ta erotyka iskrzy ukryta między słowami.

 

(…) Nie musiał mnie namawiać, chciałam być blisko niego, czuć jego zapach, oddech, zatracać się pod wpływem głosu. Wsunęłam się pod kołdrę, czując całą sobą jego rozpalone ciało. Pocałował kilka razy moją dłoń, mocno mnie przytulił i oboje wsłuchiwaliśmy się w bicie naszych serc. Nasze ciała przyciągały się jak dwa magnesy. (…)

 

 Często jest tak, że człowiek nie potrafi otworzyć się na nowe uczucia, bo zbyt mocno przytłacza go jakaś smutna, czy dramatyczna przeszłość. Ale czy należy żyć tą przeszłością i nie pozwolić sobie na nowe, piękniejsze?

 

(…) Żeby spokojnie żyć w teraźniejszości, trzeba rozliczyć się do końca z przeszłością. (…)

 

To nie jest książka typowa dla serii harlekquin. To jest lektura o tym, jak wyboista czasami jest droga prowadząca do szczęścia. Jak trudno czasami myśleć o miłości, kiedy ktoś ciągle rzuca kłody pod nogi. Przede wszystkim jest to opowieść o tym, że wiara w drugiego człowieka, bez względu na to, jakim byłby łajdakiem, potrafi czynić cuda. Nie braknie tu łez, ale nie brakuje również uśmiechu. Może trochę niewiarygodna jest ta opowieść, i tak jak wspomniałam wcześniej trochę jak bajka, ale kto z nas nie kocha bajek?

 

Polecam tę książkę nie tylko paniom uwielbiającym romanse, myślę, że powinni ją przeczytać również niektórzy panowie. Jest to niesamowita historia nie tylko o miłości dwojga ludzi, ale również o miłości rodzicielskiej. Historia o przyjaźni tej pięknej i tej fałszywej, ale przede wszystkim jest to opowieść o walce człowieka o siebie i o innych.

GDAŃSKI DEPOZYT

Piotr Schmandt urodził się w 1969 roku. Mieszka w Gdyni. Jest prozaikiem, publicystą, muzeologiem i fascynatem historii Pomorza. Absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, teologii ogólnej na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie oraz Podyplomowego Studium Muzealniczego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jako pisarz debiutował w 2005 roku fabularyzowaną biografią własnego dziadka – Koncha i perła. Życie gdyńskiego drogisty, która w 2006 roku zdobyła II Nagrodę Costerina na Kościerskich Targach Książki Kaszubskiej i Pomorskiej. Znany jest również, jako autor cyklu kryminałów Sprawy inspektora Brauna.

 

Piotr Schmandt  Gdański depozyt_Piotr Schmandt

Wydawnictwo Oficynka rok 2011

stron 310

 

Gdański depozyt to kryminał retro, którego fabuła umiejscowiona została w latach trzydziestych ubiegłego wieku w Wolnym Mieście Gdańsk.

 

Wielkimi krokami zbliża się druga wojna światowa, a tymczasem w Gdańsku wykluwa się intryga z prawdziwym skarbem w tle. Zmysłowa maszynistka, dwulicowi kochankowie, zagadkowy pośrednik, poczciwi polscy urzędnicy odsłaniający drugą twarz, femme fatale o urodzie damy z Siedmiogrodu oraz wywiady kilku państw – wszyscy są uwikłani w tajemniczą sprawę gdańskiego depozytu. Kto okaże się w tej rywalizacji prawdziwym zwycięzcą? Przedwojenny Gdańsk skrywa niejedną tajemnicę.

 

Przyznam szczerze, że przyciągnął mnie do tej książki tajemniczy tytuł i okładka. Chciałam przeczytać tę książkę i nie żałuję, że wreszcie mi się to udało, chociaż powieść jak na kryminał jest dość zagmatwana. Sporo wątków może pogubić czytelnika, chociaż… jeżeli dotrwa on do końca, wszystko okaże się ze sobą w sprytny sposób połączone.

 

Muszę przyznać, że autor jest bardzo drobiazgowy. Dla mnie, osoby mieszkającej w Gdańsku i słyszącej niejedną historię związaną z okresem przedwojennym, wojennym i powojennym tego miasta, to nie było nic nowego, ale myślę, że czytelnik, który lubi się skupić na konkretnej fabule, może poczuć pewnego rodzaju zawiedzenie. Bo cóż wspólnego z intrygą kryminalną mogą mieć informacje, kto i gdzie (a raczej u kogo) kupował jakieś ciasteczka, czy pończochy? Trochę zbyt dużo jak dla mnie jest w tej książce takich zbytecznych informacji. Oczywiście, dla kogoś, kto chętnie czyta o starych miastach takie miejsca, dziś już nieistniejące, czy miejsca, w których łatwo jest sobie wyobrazić bohatera, to pewnego rodzaju perełki, ale nie zawsze potrzebne zwykłemu miłośnikowi kryminału.

 

Muszę przyznać, że autor bardzo obrazowo opisuje niektóre miejsca czy ludzi i nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby przenieść się na chwilę do tych miejsc i pobyć z tymi ludźmi.

 

Ciekawie ukazany Gdańsk, będący Wolnym Miastem, a jednak z przeważającą siłą i obecnością niemczyzny, to z pewnością interesujący temat dla wielu ludzi chcących poznać historię tego pięknego miasta.

 

Pewnego rodzaju autentyczności dodaje treści specyficzny język, z jednej strony przesycony prostotą, a z drugiej typową dla ludzi z klasą „galanterią”. Dialogi w charakterystycznej mowie przedwojennej. Bohaterki i bohaterowie tej książki, to ludzie wywodzący się z różnych środowisk, i tu, moim zdaniem autor bardzo wiarygodnie odzwierciedlił ich pochodzenia, właśnie dzięki sposobom wysławiania się lub zachowania.

 

Nie jest to lektura z tych, które od początku do końca trzymają w takim napięciu, że nie można się od nich oderwać, ale niemal od początku wzbudza w czytelniku zaciekawienie dotyczące oczywiście wspomnianego w tytule gdańskiego depozytu.

 

Jeżeli zatem ktoś ma ochotę na piękny spacer uliczkami dawnego Gdańska, a właściwie to Wolnego Miasta Gdańsk, tego którego już dawno nie ma, a przy okazji chciałby przeżyć jakąś przygodę z intrygą kryminalną w tle, to jest to książka dla niego.  Myślę, że wielu czytelników znajdzie w niej coś dla siebie, ponieważ kawał pięknej historii to już pewnego rodzaju rarytas, do tego interesująca historia ukrytego skarbu, którego właścicielami chciałoby się stać kilku ludzi i specyficzny staropolski język, w magiczny sposób przenoszący czytelnika w czasy, które pamięta już naprawdę niewielu. Czy trzeba czegoś więcej, aby zachęcić do tej lektury?

 

 Gdańsk na starej fotografii

W tym miejscu w Gdańsku niewiele się zmieniło, ale tramwaj już tą trasą nie jeździ.

Gdańsk na starej fotografii

Piękny zaułek w sąsiedztwie Bazyliki Mariackiej.

Zdjęcia znalazłam w Internecie. Autorem zdjęć jest Oskar Mikut, zdjęcia pochodzą z kolekcji Rolanda Józefowicza z albumu "Powrót Gdańska do Macierzy".

MASZ TO JAK W BANKU - Ryszard Ćwirlej

Ryszard Ćwirlej urodził się w 1964 roku. Jest pisarzem, dziennikarzem telewizyjnym. wykładowcą na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2015 roku jego powieść „Błyskawiczna wypłata” otrzymała Nagrodę Kryminalnej Piły dla najlepszej powieści kryminalnej 2015. Rok później autor otrzymał Nagrodę Prezydenta Miasta Piły „Syriusz 2016” w kategorii Kultura. W roku 2017 jego powieść „Śliski interes” otrzymała nagrodę czytelników Wielkiego Kalibru, a w 2018 roku Nagrodę Wielkiego Kalibru otrzymała powieść „Tylko umarli wiedzą.

 

Ryszard Ćwirlej  Masz to jak w banku_Ryszard Ćwirlej

Wydawnictwo MUZA.SA rok 2018

stron 478

 

Masz to jak w banku, to neomilicyjny kryminał, którego fabuła zaczyna się w przełomowym roku 1989.

 

W Warszawie trwają obrady Wielkiego Stołu, które mają doprowadzić do szybkich i nieodwracalnych przemian ustrojowych. W Poznaniu dochodzi do serii tajemniczych i brutalnych morderstw dokonanych na miejscowych handlarzach dewizami. Wszystko wskazuje na to, że ktoś chce przejąć cały walutowy rynek szefa poznańskich cinkciarzy. Najbardziej wpływowa w tym biznesie osoba, czyli Gruby Rychu też jest w niebezpieczeństwie, bo i jego ktoś próbuje zabić. Śledztwo w sprawie zabitych handlarzy przejmuje kapitan Mirek Brodziak, prywatnie dobry znajomy Rycha. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy znika jeden z funkcjonariuszy. Co wspólnego z morderstwami cinkciarzy mają byli pracownicy SB? Czy mordercom cinkciarzy uda im się dopaść Grubego Rycha? Jak milicja poradzi siebie z rozwiązaniem tego śledztwa?

 

Jest to pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam, chociaż na swojej półce z książkami mam dwie jego powieści. Przyznam szczerze, że trochę mnie ta lektura zszokowała. Jestem osobą, która czasy PRL pamięta bardzo dobrze, i pamiętam cinkciarzy handlujących walutą, bo od lat osiemdziesiątych mieszkam w Trójmieście, a tu ten handel był bardzo widoczny. Zszokowana jestem natomiast obrazem polskiej milicji ukazanej przez autora. Czytając tę książkę, czytelnik odnosi wrażenie, że tamten okres, to był czas jednego wielkiego pijaństwa. Słowo alkoholik było wówczas mało znane, za to pijak… i owszem. Wszyscy pili, ale nikogo nie nazywało się pijakiem.

 

Autor przedstawia środowisko milicyjne, w którym wódka leje się szklankami. Alkohol jest wszechobecny. W każdym biurze, bez względu na rangę piją niemal wszyscy. Szczególnie funkcjonariusze wyższy rangą. Prawie każda rozmowa służbowa opijana jest polską wódką, nawet prokurator w czasie oględzin zwłok pozwala sobie na wypicie kilku drinków z barku denata. Milicjanci piją na służbie, po służbie i tak ogólnie, to oni piją ciągle i wszędzie.

 

(…) - W schowku z przodu są kalibry, znaczy takie metalowe kieliszki myśliwskie. – kapitan wskazał na przód auta. Woził takie kielonki, bo człowiek nigdy nie zna dnia ani godziny i nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie się napić. Ot choćby teraz. Przecież wcale nie zamierzali pić, a tu proszę, flaszki wpadły w ręce sierżanta zupełnie przypadkiem, to chociaż trzeba spróbować, czy wódka dobra. (…)

 

Zachłanność milicjantów i władza, jaką dawała mi pozycja „stróżów prawa”, sprowokowana była nie tylko pustkami w sklepach ale i dostępnością do ekskluzywnych towarów.

 

Fabuła jest wielowątkowa, sporo wątków nie jest dosadnie związanych z kryminalną intrygą. Sporo rozmów bohaterów nie dotyczy śledztw i tak właściwie to brakowało mi takiej linii prowadzonego śledztwa, jaką posiadają na przykład książki Agnieszki Pruskiej. Mało dokonań czysto zawodowych a sporo życia prywatnego milicjantów. Jak na kryminał, to chyba brak tutaj konkretnej akcji, która dopiero pod koniec książki nabiera tempa zgodnego z tym, czego oczekiwałam.

 

Ciekawie natomiast autor wplótł w narrację słownictwo. Charakterystyczny dialekt poznański połączony z potocznym słownictwem, to z pewnością plusy. Chociaż wczytując się w rozmowy między milicjantami, czytelnik odnosi wrażenie, że są to osoby może nie z marginesu, ale z pewnością z nizin intelektualnych.

 

Od czasu do czasu gościł jednak na moich ustach uśmiech, który sprowokowany był opisem dość humorystycznych zachować lub przekazu myśli bohaterów. Wszak odrobina humoru jeszcze nikomu nie zaszkodziła i chociaż kryminał powinien być lekturą poważną, to zabawne sytuacje też czasami są wskazane.

 

(…) Bo Mariusz Blaszkowski miał dziewczynę. Tak naprawdę to w zasadzie miał mieć i wszystko wskazywało na to, że plan się powiedzie. Spotykali się już ponad dwa tygodnie i raz nawet się pocałowali. (…)

 

(…) Miejsc wkoło nas coraz mniej, już dymi z okien złotym obłokiem. I barman już woła: Hej! Już kawiarenka rusza w rejs, wielki rejs. – Jadwiga znała dobrze tę piosenkę, bo dość często puszczali ją w pierwszym programie radiowym, ale za nic w świecie nie potrafiła sobie wyobrazić, jak te kawiarenki w ogóle płyną, bo przecież wiadomo, że pływać to mogą ryby, statki, a nawet ludzie, ale żeby kawiarnia gdzieś odpłynęła, to raczej niemożliwe. (…)

 

W tej poważnej fabule, takie przebłyski humoru bardzo mi się podobały. Nie brakuje jednak w tej powieści tak zwanego czarnego humoru i ironii, podkreślającej często smutną prawdę dotyczącą służb państwowych czy stanowisk urzędowych w Polsce Ludowej.

 

Moim zdaniem, autor w tej barwnej PRL-owskiej powieści, w świetny sposób uchwycił oznaki przemian, Zauważamy jak na przykład zmienia się podejście do zachodniego luksusu, chociażby za sprawą towarów przywożonych z zza granicy i sprzedawanych na ulicach prosto z toreb czy walizek. Czy prozaiczny przykład podejścia do napojów, popularną wówczas oranżadę zamienia się w Pepsi Colę. I co moim zdaniem istotne, czas zmian nie tylko ustrojowych, legalizowanie do tej pory czynności, takich chociażby jak handel walutami. Od cinkciarzy po całkiem legalne kantory wymiany walut, czy banki z wymianą walut.

 

Ta książka jest nie tylko dla miłośników kryminału, jest w niej kawał dobrej historii, o której młode pokolenie nie zawsze ma pojęcie. Polecam tę lekturę szczególnie młodym czytelnikom, chociaż ukazany w negatywnym świetle świat tamtego okresu, może wydać się im zbyt wulgarny i prostacki. Ale kto miał okazję doświadczyć tego, ten wie ile prawdy kryje się za tę fabułą.

 

 milicyjna nyska

Kto jeszcze pamięta, jak po polskich ulicach jeździły te nyski milicyjne?

BIURO M - Magdalena Witkiewicz/Alek Rogoziński

Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego nie będę przedstawiała, ponieważ oboje tyle razy już gościli na moim blogu, że chyba nie muszę się powtarzać. Zresztą, chyba nie ma wśród czytelników osoby, która by tej pary pisarzy nie znała. ONI SĄ WSZĘDZIE. Na moich półkach książkowych również. I chociaż wiem o tym, że oboje mają równie tyle przeciwników co fanów, mnie ich książki pozwalają czasami przetrwać naprawdę trudne chwile.

Magdalena Witkiewicz_Alek Rogoziński  Biuro M_M.Witkiewicz/A.Rogoziński

Wydawnictwo FILIA rok 2018

stron 312

 

Biuro M to współczesna komedia romantyczna, której fabuła umiejscowiona została w pewnym niewielkim miasteczku.

 

Barbara po kilku nieudanych związkach z mężczyznami, za których była zdecydowana wyjść za mąż, otrzymuje po zmarłej sąsiadce w spadku kota. Ze względu na alergię jej ojca, ma do wyboru albo pozbyć się zwierzęcia, albo wyprowadzić z domu rodziców. Wybiera to drugie, zamieszkując tymczasowo w mieszkaniu ciotki, która wyjechała. W wyniku pewnego bezmyślnego kłamstwa, zostaje pozbawiona dofinansowywania ze strony rodziców i zmuszona do podjęcia pracy zarobkowej. Zatrudnia się w biurze matrymonialnym. Jacek to życiowy nieudacznik, w żadnej pracy nie potrafi się zatrzymać na dłużej, swoim nieudolnym podejściem zamieniając w katastrofę wszystko czego dotknie. Jest jednak skutecznym amantem, który pocieszenie po swoich klęskach zawodowych znajduje zawsze w ramionach kobiet, które za nim przepadają. Kolejna próba zatrudnienia kieruje go do biura matrymonialnego. Co wyniknie ze współpracy szarej myszki Basi, i nieco ekscentrycznego Jacka? Czy praca w biurze matrymonialnym nie okaże się dla nich zbyt wymagającym zajęciem? Czy w dzisiejszych czasach słowo „romantyzm” ma jeszcze moc?

 

Osoby, które zetknęły się wcześniej z twórczością tej pary autorów, nie trzeba zbytnio zachęcać do sięgnięcia po tę lekturę, ale z pewnością są osoby, dla których te nazwiska są jeszcze mało znane.

 

Zapewne ktoś zapyta, czy jest to książka o miłości? Jest ONA, jest ON, jest ciekawe miejsce w jakim się poznają, czyli Biuro Matrymonialne, ale… no właśnie, czy między NIĄ i NIM jest ta „chemia”? Otóż, wyobraźcie sobie, że nie ma. Basia i Jacek są tylko współpracownikami, ale muszą się zmierzyć z wyzwaniem pobudzenia tej „chemii” u swoich klientów. A klientela takiego biura bywa różna. Mając za plecami szefową jak z piekła rodem, muszą wykazać się profesjonalizmem, który nie zawsze im wychodzi. Gdyby byli w tym biurze sami, no nie licząc szefowej, to pewnie jakoś wszystko by się inaczej układało, ale oni mają za współlokatorów z jednej strony starszą panią, która zajmuje się wróżeniem nie tylko z własnoręcznie przygotowanych kart, a z drugiej pewnego zielarza, sprzedającego zioła na wszelkie dolegliwości.

 

A „chemia” i romantyzm są, to przecież komedia romantyczna, więc muszą być.

 

Jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Najlepsza na jeden, dwa letnie wieczory dla rozluźnienia myśli. Pogodna, pełna dobrego humoru fabuła przeplatana jest zabawnymi dialogami i sytuacjami. Ale chociaż ewidentnie króluje tutaj humor, to jest on nierzadko w sytuacjach bardzo poważnych. Powoduje dystans do tej powagi chwili i następuje coś w rodzaju „jakoś to będzie”.

 

Zabawne sytuacje w kilku miejscach okraszone są delikatnym erotyzmem, co dodaje lekturze pewnego rodzaju pikanterii. No, w końcu jak jest miłość to musi być odrobinka erotyki.

 

Ciekawymi wątkami są fragmenty odnoszące się do ziołolecznictwa.

(…) To jest szafran.(…) Bardzo cenna przyprawa. Chyba najdroższa na świecie, bo od starożytności zbiera się ją i przetwarza tylko ręcznie. Ale używana jest nie tylko do jedzenia, tym bardziej, że prawie w ogóle nie ma smaku (…) Za to fantastycznie barwi potrawy. A poza tym jest dobra na wiele dolegliwości. Trawienie, cerę, oczy… No i jest rewelacyjnym antydepresantem. (…)

 

(…) Po chwili wyjęła stamtąd kilka świec, jakieś kadzidła, uschnięte rośliny i kilka kamyków. – Biała szałwia. Najlepsza. Zanurzenie się w jej dymie zmywa brudy naszej duszy, wypędza żerujące na nas istoty. (…)

 

Ktoś, kto czytał wcześniejszą książkę tej pary autorów, Pudełko z marzeniami, z pewnością pozna niektórych bohaterów występujących również w tej lekturze, oraz miejsca (tu mam na myśli restaurację), jak i tych, którzy mieli przyjemność być bohaterami Pracowni dobrych myśli. To nie jest kontynuacja tych książek, ale miło spotkać kogoś, kogo się wcześniej poznało.

 

Ale jak wiadomo, nie samym humorem człowiek żyje, pod koniec książki czeka na czytelnika miły, aczkolwiek mrożący krew w żyłach, pełen napięcia wątek kryminalno-sensacyjny. I muszę przyznać, że spokojna sielankowa fabuła, nabierając ostrzejszego wyrazu wcale nie jest czymś niestosownym w komedii romantycznej.

 

Jeżeli zatem, ktoś ma ochotę na miły relaks z lekką i zabawną książką, to nie musi szukać daleko. Bardzo sympatyczni bohaterowie, których osobowości zostały przedstawione naprawdę ciekawie, wciągające w fabułę wątki i cudowna atmosfera panująca w Miasteczku, to jest coś co polecam gorąco, tak jak już wspomniałam wcześniej dla rozluźnienia myśli i ciała.

 

Dodam jeszcze tylko, że Miasteczko, bardzo przypomina mi miejscowość do której jeździłam jako dziecko na wakacje. Tą miejscowością są Karsznice, teraz stanowiące dzielnicę Zduńskiej Woli. Tam też wszyscy się znali. W bloku, w którym mieszkali moi dziadkowe, mieszkała taka „pani Wiesia”, która była głównym informatorem mieszkańców, bo wiedziała wszystko o wszystkich. Nie wiem tylko czy robiła nalewki „dla zdrowotności” , bo byłam za mała, aby się o tym przekonać. Wiem, takich miasteczek jest w Polsce wiele, więc może warto wstąpić do któregoś z nich i pobyć w nim chwilę. Zapraszam Was zatem do Miasteczka, abyście odwiedzili Basię i Jacka.

 

Biuro M

SZKARŁATNA GŁĘBIA - Krzysztof Bochus

Krzysztof Bochus urodził się w 1955 roku. Z wykształcenia jest politologiem. Z zawodu dziennikarzem, publicystą, pisarzem i wykładowcą akademickim. Pracował m.in. w „Nowej Wsi” i koncernie prasowym „Burda”, był redaktorem naczelnym miesięcznika „Sukces”, a jego teksty ukazywały się m.in. w takich tytułach jak „Przegląd Tygodniowy”, „Wprost” czy „Focus”. Jest autorem trzech książek: „Czarny manuskrypt”, „Martwy błękit” i „Szkarłatna głębia”, które mimo swojej krótkiej bytności na rynku księgarskim, cieszą się ogromnym zainteresowaniem czytelników.

 

Krzysztof Bochus  Szkarłatna głębia_Krzysztof Bochus

Wydawnictwo MUZA.SA rok 2018

stron 404

 

Szkarłatna głębia to kryminał policyjny retro, którego fabuła umieszczona została w roku 1934 na terenach Elbląga, Gdańska i okolic Mierzei Wiślanej.

 

W elbląskim domu modlitwy zostają znalezione zwłoki starszego gminy menonickiej. Okrutnie okaleczone świadczą o tym, że oprawca był bardzo brutalny. W krótkim czasie dochodzi do kolejnego makabrycznego odkrycia, którego ofiarą jest również członek wspólnoty menonitów. Do rozwikłania tych zagadek zostaje oddelegowany radca kryminalny Christian Abell, którego zadanie jest o tyle trudne, że natrafia on wewnątrz wspólnoty na dziwny mur milczenia. Abell nie poddaje się, lecz kiedy wydaje mu się, że jest już o krok do zakończenia śledztwa, zostaje porwana jego narzeczona, której z powodu stanowczości radcy grozi wielkie niebezpieczeństwo. Porywacz jest równie zdeterminowany jak policjant. Czy uda się Abellowi doprowadzić sprawę do końca? Podda się presji porywacza, czy postawi na swoim? Jak silna jest więź łącząca ludzi nie tylko we wspólnotach takich jak mennonici?

 

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, i już mogę stwierdzić śmiało, że będę robiła wszystko, aby nie było ostatnim. Książka jednocześnie mnie zbulwersowała jak zachwyciła. Lubię kryminały retro, chociaż do tej pory nie miałam z nimi aż tak dużego kontaktu, ponieważ do tej pory w większej ilości przeczytałam jedynie książki Marcina Wrońskiego, czy Maureen Jennings.

 

W swojej powieści autor zabiera czytelnika w świat dość odległy, pozostawiając go na jakiś czas w surowym klimacie lat 30. w okolicach Prus Wschodnich. Mamy więc okazję pobyć trochę w niemieckim Elblągu, zwiedzić katedrę we Fromborku i „zmarznąć” w skutych lodem i okrytych śnieżnymi zawiejami wioskach na Mierzei Wiślanej zamieszkałych przez wspólnoty menonickie.

 

Nie jest łatwo oderwać się od kart książki, chociaż za pośrednictwem dość upartego, głównego bohatera, każde kolejne tropy prowadzące do rozwiązania zagadki nagle okazują się „drogami donikąd”. W czasie swojego dochodzenia policjant odkrywa nie tylko jak maniakalne potrafią być idee ludzi walczących o „własne cele”, ale również jak silne potrafią być emocje związane ze zwykłymi ludzkimi namiętnościami. I tak jak w każdej grupie ludzi, często walka o władzę czy po prostu zwykła ludzka chciwość potrafi zakryć wizerunek życia, tak i we wspólnocie tak zamkniętej i swoistej jak menonici, może okazać się, że są większe priorytetu od spuścizny religijnej przodków.

 

Bardzo realnie ukazany świat w przededniu wybuchu II W.Ś., w którym liczą się koneksje, pieniądze i władza, to z pewnością duży plus tej powieści. Realizm tego okresu, ukazany jest tak naturalistycznie, że wystarczy zamknąć oczy, i człowiek przenosi się w lata 30. ubiegłego wieku.

 

Wciągająca fabuła w połączeniu z ciekawymi dialogami i wyjątkowymi osobowościami bohaterów to coś, co nie pozwoliło mi na zbyt częste przerwy w czytaniu. I chociaż ja, istota bardzo wrażliwa na ból i cierpienia innych z ciężkim sercem wczytywałam się w sceny opisujące bardzo brutalne, wręcz makabryczne, to muszę przyznać, że autor opisał je dość obrazowo. Jeszcze teraz wzdrygam się na samo ich przypomnienie.

 

W tej niesamowitej historii wciągającej nas nie tylko w głąb społeczności mennonitów, czy w brutalne morderstwa, mamy okazję poznać również niektóre tajniki wydobywania bursztynu w ówczesnym czasie, oraz siłę chciwości jaka kryje się za posiadaniem tej kopalnianej żywicy, cieszącej się do dziś uznaniem wielu, nie tylko producentów biżuterii.

Ale w tej brutalnej, ostrej, policyjnej fabule, znalazły się również wątki spokojne, pełne pozytywnych emocji, delikatnym erotyzmem wplecione w narrację. Nie pozostawiające w czytelniku złudzeń, że zdeterminowany w pracy, bezwzględny w dążeniach do prawdy policjant potrafi być czułym mężczyzną.

 

Muszę jeszcze dodać, że ciekawostką zapewne dla wielu czytelników, są umieszczone na końcu książki przypisy, dotyczące wielu historycznych miejsc, zdarzeń i ludzi.

 

Ta książka z pewnością zachęciła mnie do sięgnięcia po wcześniejsze powieści tego autora i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zrealizować, chociaż na moich półkach czeka wiele książek do przeczytania.

 

kościół

Dawny kościół mennonitów w Elblągu

 

Całym sercem polecam tę lekturę nie tylko miłośnikom kryminałów retro, czy kryminałów w ogóle. Myślę, że usatysfakcjonuje ona również miłośników historii, a nawet romansów. A ta odrobina makabry i grozy, no cóż… to taka mała pikanteria dodana narracji. Polubiłam radcę kryminalnego Christiana Abella i mam ochotę na jeszcze niejedno spotkanie z nim.  

CZERWONY PAJĄK - Katarzyna Bonda

Katarzyna Bonda jest osobą, którą zna każdy czytelnik, a nawet ci, którzy książek nie czytają wiedzą, kim ona jest. Urodziła się w 1977 roku w Białymstoku, wychowała w Hajnówce, w rodzinie o korzeniach białoruskich. Z wykształcenia jest dziennikarką i scenarzystką, ale postanowiła zostać autorką kryminałów, co udało jej się całkiem dobrze, ponieważ wszystkie jej książki zdobyły statusy bestsellerów. Zanim została sławną, wydała trylogię kryminalną z Hubertem Meyerem, ale największą sławę przyniosła jej chyba seria z profilerką Saszą Załuską. Jej książki zdobyły wiele nagród, a prawa do wydań zagranicznych zostały sprzedane do 12 krajów. Wiem, że pisarka ma równie wielu fanów co pseudo krytyków, ale myślę, że i jedni i drudzy motywują ją do być tym, kim jest. A jest osobą bardzo drobiazgową, otwartą na ludzi i z dużym poczuciem humoru, o czym można się przekonać uczestnicząc w spotkaniach autorskich.

 

Katarzyna Bonda Czerwony pająk_Katarzyna Bonda

Wydawnictwo MUZA.SA rok 2018

stron 810

 

Czerwony Pająk, to kryminał polityczno-mafijny, czwarta i ostatnia zarazem część z cyklu „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”.

 

Córka profilerki Saszy Załuskiej, zostaje uprowadzona przez nieznanych sprawców. Policja jest bezradna, więc Sasza postanawia wszcząć własne śledztwo. Porywacze wiedzą, że kobieta zrobi wszystko, aby odzyskać córkę i nie wahają się przed niczym. Żądają aby dostarczyła im pewne dokumenty, obciążające znanych polityków. Prywatne śledztwo Saszy wykazuje, że porwanie dziewczynki jest powiązane z zagadkowym samobójstwem byłego oficera wywiadu, pseudonim Dziadek, będącego kiedyś jej przełożonym. W starej torpedowni w Gdyni zostają znalezione zwłoki kobiety, wielu podejrzewa, że są to zwłoki Saszy Załuskiej, ale tylko komendant Robert Duchnowski, zanim zostaną wykonane badania DNA może potwierdzić lub zaprzeczyć tym podejrzeniom. Czy zwłoki kobiety z torpedowni i porwanie córki Saszy Załuskiej mają ze sobą coś wspólnego? Jak daleko sięgają macki polityków, wplątanych w rozgrywki mafijne? Czy Saszy uda się doprowadzić swoje śledztwo do końca z pozytywnym wynikiem?

 

Książki tej autorki, mimo swoich objętości, dosłownie pochłaniam. Tę ostatnią, również przeczytałam w tempie ekspresowym, nie dlatego, że akcja dzieje się w Trójmieście, a ja, mieszkanka Wybrzeża wręcz uwielbiam książki, których fabuła dzieje się właśnie tu. Fabuła tej powieści wciągnęła mnie od samego początku. Wielu czytelników Katarzyny Bondy uważa, że w jej książkach jest około 70% fabuły obyczajowej, a tylko 30% kryminału. Tych, którzy nie czytali jeszcze tej powieści zapewniam, że w tej części jest około 95% fabuły kryminalnej, (takiej polityczno-mafijnej) a 5% fabuły obyczajowej.

 

W tej części poznajemy przeszłość Saszy Załuskiej, sięgającej jej dzieciństwa i wczesnej młodości.

 

Autorka trzyma czytelnika w napięciu, oferując swoisty spacer po gangsterskim Trójmieście lat 1998, 2000 i 2016.

 

Polityka to śliski temat, ale pisarka nie boi się eksperymentować z tym tematem. W swojej powieści sprytnie wplata politykę i korupcję polityczną w świat trójmiejskich mafii. Wciągając się w fabułę, często zastanawiałam się, kto tak właściwie zarządza tymi mafijnymi grami – sami gangsterzy, pseudo biznesmeni, czy politycy. Trzeba przyznać, że stopniowo budowane napięcie, jest jak magnes i nawet ktoś taki jak ja, kto polityką się nie interesuje, wciągnie się w ten wir intryg, szulerstw, zakłamania i zdrad. Akcja ani na moment nie zwalnia, co powoduje, że emocje nie opuszczają czytelnika ani na chwilę.

 

(…) To tutaj bierze swój początek polski biznes. W służbach. A pieniądze to władza. Władza to polityka. Polityka to gra. Wystarczy wiedzieć jak układać karty, a wszystko da się usprawiedliwić, wyjaśnić, przeforsować. Koło się zamyka. (…)

 

Świetnie moim zdaniem ukazana władza kobiet mafii, nawet wówczas, gdy ich mężowie są albo w więzieniu, albo (już) na tamtym świecie. Solidarność tych kobiet, podszyta jest jednak ograniczonym zaufaniem do siebie nawzajem. W ich przyjaźni nie ma miejsca na sentymenty, jest za to miejsce na władzę.

 

W książce nie brakuje wątków psychologicznych, na przykład wątek Gosi - dziewczyny oddanej przez matkę do Domu Dziecka, która po latach spotyka się ze swoim biologicznym ojcem, gangsterem i pedofilem, gustującym w nastolatkach. W tej surowej, ostrej, momentami brutalnej fabule znalazły się fragmenty bardzo wzruszające, i przyznam się do tego, że chwilami z trudnością panowałam nad tym wzruszeniem.

 

(…) Z czasem zrozumiała, że nie było w tym jej winy. Po prostu miała nieszczęście urodzić się z łona kobiety, która nie potrafiła wziąć na siebie odpowiedzialności za własne błędy. To poczucie niższości ujawniało się jednak w najmniej oczekiwanych momentach i była niemal pewna, że już zawsze będzie patrzyła na inne rodziny podejrzliwie, szukając w nich rys, pęknięć, bo sama w głębi duszy nie wierzyła, że zasługuje na miłość. Dlatego tlił się w niej nieustannie gniew. (…)

 

Co łączy Gosię z Saszą Załuską? Kim była Gosia, a kim jest Sasza?

 

Autorka z w swojej powieści zabiera czytelnika w różne dziedziny życia zarówno policyjnego, wprowadza w tajniki entomologii czy profilerki, a także w życie gangsterki bazującej na milionowych zyskach, brutalności i naiwności ludzkiej. Jak wiele wspólnego ma ze sobą ówczesna polityka z fikcją literacką tej powieści. Myślę, że fantazja autorki bazowała na tym, co się dzieje na obecnej płaszczyźnie politycznej i co się działo za tak zwanych „złych czasów”, w których rządziła Komuna.

 

W tej ostatniej części spotykamy prawie wszystkich bohaterów wcześniejszych powieści. Odkrywamy kurtyny fałszu i zachłanności, zanurzając się w przeszłość. Tą złą, komunistyczną, socjalistyczną, przeszłość Solidarności i Ubecji.

 

Ciekawie ukazane osobowości bohaterów są chyba tylko dodatkiem do fabuły, a dialogi z typowym slangiem gangsterskim tego wszystkiego dopełniają. Jeżeli dodamy do tego drobiazgowe opisy miejsc, (które znam lub znałam) to chyba nie trzeba dodawać niczego więcej.

 

Polecam tę powieść nie tylko miłośnikom dobrych kryminałów. Myślę, że ta lektura zadowoli każdego czytelnika, i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Mnie książka bardzo się podobała, ale wiadomo, są gusta i guściki.

 

Torpedownia w Gdyni

Torpedownia w Gdyni

Miejsce znalezienia kobiecych zwłok w czerwonej sukience. Torpedownia na Babich Dołach w Gdyni, od lat wabi miłośników nurkowania w opuszczonych miejscach. Szkoda, że obiekt ten niszczeje od lat.

ANNA I LEKARZ - Elka Noland

Elka Noland jest warszawianką, która po pewnych przemyśleniach i zdarzeniach postanowiła zamienić stolicę na Gdańsk. Zaczęła pisać książki, bo jak twierdzi „w Gdańsku tak bardzo powietrze pachnie wolnością…”. I to właściwie wszystko, co udało mi się znaleźć na temat tej pisarki.

Elka Noland  Anna i lekarz_Elka Noland

Wydawnictwo Oficynka rok 2018

stron 323

 

Anna i lekarz to współczesna powieść obyczajowa z romansem w tle.

 

Anna to dojrzała kobieta, której od dzieciństwa towarzyszy ogromny lęk przed lekarzami. Poznajemy ją w szczególnym momencie. Anna jest coraz bardziej zmęczona dotychczasowym trybem życia. Układa więc dla siebie „scenariusz na przyszłość” – spokojną, samotną egzystencję wypełnioną codziennymi, małymi przyjemnościami. Wie jednak, że najpierw musi rozwiązać zaniedbywany od lat problem ze swoim zdrowiem. I tak spotyka lekarza, który budzi w niej głęboko skrywaną tęsknotę za bliskością. Anna zaczyna się zmieniać, uważniej przyglądając się rzeczywistości, ludziom i sobie. Mimo nieustannych trudności w nawiązaniu bliższej relacji ze swoim lekarzem, Anna nie rezygnuje z poszukiwania nowej siebie – dojrzalszej, odważnej, ciekawej świata i gotowej na spotkanie drugiego człowieka.

 

Przyznam szczerze, że podeszłam do tej powieści dość sceptycznie. Nie przepadam zbytnio za romansami, chociaż bywają dla mnie miłe wyjątki. Zdecydowałam się na przeczytanie tej książki z kilku powodów.

 

 1) Ciekawa jestem nowych polskich autorów/autorek.

 2) Grupa A może nad morze? Z książką, której jestem członkinią od kilku lat, podjęła się nowego wyzwania, czyli objęcia książki patronatem medialnym.

logo A może nad morze

3) Nie wiem, po prostu chciałam tę książkę przeczytać.

 

Trochę zaciekawiła mnie okładka i informacja o tym, że jedno z moich ulubionych wydawnictw, do tej pory znanych mi z dobrych kryminałów, zaryzykowało wypuszczeniem na rynek książkowy literatury kobiecej. Trzymam kciuki, aby im się powiodło, wszak takiej literatury wielu kobietom potrzeba.

 

Książka jest dość specyficzna, jest to taki pogląd psychologiczny na kobietę i jej marzenia, tęsknoty, czy wizję życia. Główna bohaterka, to osoba w średnim wieku, matka dorosłej już córki ale nie zamykająca się na nowe doznania. Zakochuje się w młodszym od siebie mężczyźnie, ale nie potrafi sobie tak do końca z tą miłością poradzić. Niby marzy o jego dotyku, o spojrzeniu, o spotkaniu, a z drugiej strony trochę jakby boi się tego.

 

Pierwsze 40 stron trochę mnie przynudziło, ale kiedy przeczytałam słowa:

(…) – No Anka, koniec tego. Doszłyśmy do muru. Albo kończymy „życiową imprezkę” pod tym koszmarnym murem, albo spróbujemy poszukać jakiegoś przejścia na drugą stronę – zrobiłam dłuższą przerwę, a po chwili dodałam zmienionym głosem: - A przecież to, co czeka na ciebie po drugiej stronie, może być wspanialsze i piękniejsze od wszystkiego, co do tej pory przeżyłaś. Więc? (…)

 

Pomyślałam: „chyba coś się ruszy”. Czy się ruszyło, dowie się ten, kto zdecyduje się sięgnąć po tę lekturę.

 

Książka napisana została w pierwszej osobie, Narracja jest prawie pozbawiona dialogów, ale za to przepełniona przemyśleniami głównej bohaterki. Przemyśleniami przeplatanymi dość wyidealizowanymi marzeniami. Wiem, marzenia zawsze są wyidealizowane, ale przytoczę tu przykład zauroczenia lekarzem, który w oczach Anny jest najprzystojniejszym, najpiękniejszym a dla innych to zwykły, przeciętny mężczyzna. Każda z nas chyba to zna.

 

Moim zdaniem zbyt fantazyjnie został przedstawiony kontakt lekarz-pacjentka, no chyba, że autorka od początku zakładała, że miłość obojga będzie wzajemna. Sporo mam kontaktów z lekarzami, i chociaż jestem uważana za osobę dość kontaktową i „miłą” rzadko zdarza mi się, żeby lekarz, u którego się leczę, zachowywał się tak jak ten w książce, a żeby pamiętał moje imię… to już raczej niemożliwe. Tutaj ten kontakt został ukazany tak trochę zbyt osobiście i mało realnie, ale może to tylko moje zdanie.

 

Anna miała według mnie trochę bezpodstawne lęki (nie lubię lekarzy, ale nie wiem dlaczego), które jednak nie zablokowały w niej pewnego rodzaju urojeń. Ale dzięki tym jej urojeniom, w książce zaczyna się dziać coś ciekawego, pojawia się romans i rozczarowanie, tak często spotykane w powieściach dla kobiet. Ciekawa fabuła zaczyna przyciągać jak magnes, intrygować, podgrzewać atmosferę tego romansu do czasu… no cóż raczej tego nie zdradzę, żeby nie popsuć przyjemności czytania.

Napisałam na początku, że książka jest dość specyficzna. Myślę, że jest to spowodowane narracją, która w pewnym momencie rzeczywistość zmienia w urojenia senne, a to sprawia, że trudno pogodzić się z tym, co tak właściwie się wydarzyło, co jest snem a co rzeczywistością.

 

Lekki styl pisarki pozwala na to, że książkę czyta się dość płynnie. Trochę dramatu, trochę humoru i sporo życiowego zamętu.

 

Bardzo mi się podoba, że główna bohaterka, nie jest taką wyidealizowaną pięknością, tylko zwyczajną kobietą z krwi i kości, która zachowuje się może trochę irracjonalnie, ale w większości jest taką kobietą jak większość z nas. Wielu z nas nie potrafi przyznać się do swoich lęków, czy fobii, latami nosimy w sobie jakiś defekt czy to na ciele, czy w sercu, o którym boimy się mówić, lub który lekceważymy.

 

Przeczytałam tę dość książkę szybko, a to świadczy tylko o tym, że nie zanudziła mnie. I muszę przyznać, że delikatnie rozbudziła we mnie pewne nostalgie, zmusiła do przemyśleń. Jestem mniej więcej w wieku bohaterki książki, też mam swoje marzenia, tęsknoty. Czasami budzę się rano i myślę „dlaczego to był tylko sen”, albo „dobrze, że to był tylko sen”. W śnie może się przecież zdarzyć wszystko, nawet to, co jest na jawie bardzo nierealne.

 

Polecam tę książkę szczególnie paniom i to paniom w wieku „późniejszej młodości”. Chociaż… przypuszczam, że taka lektura mogłaby być przydatna panom, aby lepiej zrozumieli nas – kobiety. Nie wiem czy usatysfakcjonuje ona młode czytelniczki, nawet te lubiące tkliwe romanse, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby się o tym przekonać. Zapraszam na piękny spacer uliczkami Gdańska, romans w takiej scenerii, z pewnością na długo pozostanie w pamięci czytelnika. Mam nadzieję, że miłośniczki książek obyczajowych, czy romansów sięgną również po książkę nieznanej dotąd pisarki. Wiem, że pewniej sięga się po znane nazwiska, wiemy czego możemy się spodziewać, ale może czasami warto czasami dać szansę tym nowym, które dopiero wchodzą na rynek.

 

Ta książka, o ile się dobrze orientuję to debiut pisarski tej autorki, może nie spektakularny, ale z pewnością warty zauważenia, bo kto wie… może za kilka lat to nazwisko będzie bardzo znane.

OSTRZE ZDRAJCY - Sebastien de Castell

Sebastien de Castell urodził się w Montrealu. Po ukończeniu studiów archeologicznych rozpoczął pracę przy swoich pierwszych wykopaliskach. Niestety bardzo szybko zdał sobie sprawę, że to jednak nie jest zajęcie dla niego, i postanowił spróbować swoich sił w innej branży. Pracował między innymi jako muzyk, mediator, projektant interakcji, choreograf walk, nauczyciel, kierownik projektów, aktor i specjalista do spraw strategii produktu. W końcu jednak postanowił pisać, i tak otozostał autorem uznanej serii fantasy spod znaku płaszcza i szpady, zatytułowanej Wielkie Płaszcze. Jego debiutancka powieść Ostrze zdrajcy była nominowana do Goodreads Choice Award w kategorii najlepsze fantasy oraz do Gemmell Morningstar Award. Obecnie mieszka w Vacouver.

Ostrze zdrajcy to powieść fantasy, w której niejeden czytelnik może znaleźć wiele wspólnego z powieścią „Trzej Muszkieterowie”.

 

          Sebastien de Castell  Ostrze zdrajcy_Sebastien de Castell

Wydawnictwo Insignis rok 2017

stron 415

 

Falcio, Brasti i Kest to trzech przyjaciół, szczycących się niegdyś członkostwem w królewskich Wielkich Płaszczach. Po zamordowaniu króla, armia Wielkich Płaszczy znacznie zmalała, a sami jej członkowie zaczęli być prześladowani przez rządzących Książąt, nazywani obdartymi płaszczami czy trattari. Mężczyźni jednak wciąż mieli swój honor, śmierć króla była dla nich nie tyle bolesna co upokarzająca, i wciąż czuli w sobie wolę walki. Kiedy w podstępny sposób został zamordowany lord Tremond, wina spadła na jego strażników, czyli Wielkie Płaszcze, książęta wydali więc na nich wyrok śmierci. Uciekając przed tym wyrokiem, trzej przyjaciele zatrudnili się przy jednej z karawan, jako ochrona pewnej damy, nie wiedząc o tym, że zaprowadzi ich to do miasta Rijou, przeklętego przez bogów i ludzi, akurat w przeddzień Tygodnia Krwi. Czy uda im się przeżyć bezprawie zabijania? Kim tak właściwie okaże się kobieta, która ich zatrudniła?

 

 

Niezbyt często sięgam po książki z gatunku fantasy, ponieważ to trochę nie moje klimaty. Tę książkę otrzymałam jako nagrodę w konkursie organizowanym na naszym corocznym spotkaniu A może nad morze? Z książką 5. Czekała kilka miesięcy aż przypomniałam sobie o niej i… teraz żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej.

 

Opowieści o dzielnych i przystojnych Muszkieterach uwielbiałam od zawsze. Ta powieść ma wiele wspólnego z tymi opowieściami aczkolwiek jest w niej sporo z typowej fantastyki, a nawet horroru. Niezidentyfikowane osobniki, czy zmutowane na bestie zwierzęta, z pewnością nie mają nic wspólnego z przygodami Atosa, Portosa i Aramisa, ale trzej przyjaciele, czyli Falcio, Brasti czy Kest już tak.

 

Czy ktoś wie, kim są Wielkie Płaszcze? To ktoś podobny do rycerzy ale...

(...) obaj są jakoś powiązani z prawem i walką. Cóż, jedno jest oczywiste: oni noszą zbroje, a my płaszcze. Oni nadają się do prowadzenia wojny, my do toczenia pojedynków. Do tego oni składają przysięgę księciu lub księżnej, my zaś zważcie, przysięgamy królewskiemu prawu, a nie samemu królowi. Rycerze uważają, że ślubowanie idei nie jest w ogóle przysięgą, a co więcej, fakt, że przed nikim się w naszej służbie nie kłaniamy, budzi w nich obrzydzenie. (...) rycerze są niezwykle honorowi i cenią swój honor ponad wszystko. Natomiast Wielkie Płaszcze przywiązują wagę do sprawiedliwości i miewają pewne trudności ze zrozumieniem, jak grabież, gwałty i mordy miałyby się nagle stać zaszczytnym zajęciem tylko dlatego, że każe wam je popełniać człowiek, któremu złożyliście przysięgę. (...)

 

W historii przygód tych trzech przyjaciół jest z całą pewnością ukazana szczera przyjaźń, która towarzyszy tym młodym "wojownikom" na każdym kroku. Cudowne wręcz zdolności walki, zsynchronizowanej ze sobą w obliczu niebezpieczeństwa, chociaż każdy z nich był mistrzem innego stylu i innej broni. Odważni, z poczuciem humoru i pilnujący swojego honoru, są ziszczeniem marzeń niejednego chłopca. Ta powieść, której narracja jest w pierwszej osobie to nie tylko ciekawa historia spod znaku płaszcza i szpady ale przede wszystkim historia niezwykłej przyjaźni.

 

Sceny mrożące krew w żyłach przeplatają się wspomnieniami i odrobiną humoru. Ale największą część zajmują jednak opisy walk. Ze względu na fabułę, jest tych walk całkiem sporo, i opisane zostały z drobiazgową wręcz dokładnością. Myślę, że ktoś, kto nigdy w życiu nie trzymał ręki na rapierze, kuszy, czy pikach zamarzy wprost o takim mistrzowskim posługiwaniu się tą bronią.  

 

Wartka akcja, niesamowite przygody i walki na śmierć i życie, w których krew się leje prawie z każdej strony, wśród świstu rapierów czy strzał, przeplatane są nitkami humoru, nieopuszczającego głównych bohaterów. To właśnie łączy Trzech Muszkieterów i Wielkie Płaszcze.

 

Autor moim zdaniem bardzo dobrze odnalazł się w powieści fantasty, w której oprócz scen czasami bardzo mrocznych, ukazał również tę inna stronę mroku, składając trochę ukłon w stronę klasyki, jaką jest powieść Alexandra Dumasa. Pozwolił czytelnikowi na chwilę znów znaleźć się w epoce, w której oprócz gwałtu, biedy zwykłych ludzi i ich strachu przed panami, byli tacy, którzy nie pławili się bogactwem materialnym ale posiadali ogromne bogactwo sprawiedliwości.

 

Powieść wciąga od pierwszych stron, i chociaż momentami wydaje się, że nadszedł koniec jakiegoś wątku, to zawsze gdzieś w kąciku pozostaje nadzieja, że jednak to jeszcze nie koniec. Prawie całą powieść prowadzi nas może nie tyle humor co autoironia głównych bohaterów, którzy mimo świadomości swojej władzy nad bronią, wiedzą, że nie zawsze są tacy kryształowi.

 

Ciekawie wpleciona w fabułę magia, zwłaszcza magia kobiet, bo to głównie kobiety w tej powieści mają coś z nią wspólnego, dodaje pewnego błysku tajemniczości i… momentami nawet strachu.

 

Polecam tę powieść zwłaszcza młodzieży, bo fantastyka jest w większości skierowana do młodych czytelników. Z całą pewnością zainteresuje ona również fanów Trzech Muszkieterów. Myślę, że i kobiety znajdą w niej coś dla siebie, coś zmysłowego, jakąś odrobinę miłości…

 

Czytając tę lekturę z całą pewnością żaden czytelnik nie będzie się nudził, nawet ja się nie nudziłam, a przecież nie przepadam za tego typu powieściami. Jeżeli jednak nie przekonałam kogoś do tej lektury to może trailer książki przekona? Poszukajcie go na YOUTUBE, bo nie potrafiłam go tutaj wgrać. https://youtu.be/LFcRDwQ19IE

 

rapier

Ciekawe, czy takimi rapierami walczyły Wielkie Płaszcze?